2 miasta, 2 możliwości

1. Dwa miasta, dwie filozofie, czyli odmienne systemy funkcjonowania kultury

Już o tym pisałam, ale nie zaszkodzi przypomnieć. Oba miasta, Bydgoszcz i Toruń, różnią się nie tylko strukturą publiczności, profilem propozycji kulturalnych (także tych masowych), geografią kulturalną (która istotnie wpływa na dostępność kultury) czy stanem instytucji kulturalnych (także – a może przede wszystkim – rozumianych nie jako elementy miejskiej infrastruktury, ale metaforycznie, jako ważne elementy systemu kultury). Różnią się także filozofią zarządzania kulturą i aktywnością obywatelską w tym obszarze.

Żeby ten stan rzeczy wytłumaczyć, trzeba się cofnąć dużo dalej niż tylko do startu w konkursie ESK, chociaż sam udział w konkursie i to, co stało się po klęsce w tym konkursie jest symptomatyczny i wiele wyjaśnia. Toruń wizerunkowo przegrał, bo nie wykorzystał potencjału obywatelskiego, który ten start miał szansę wywołać (chociaż może prawda jest bardziej brutalna: władze Torunia i toruńskie biuro ESK nie zdołały wytworzyć obywatelskiego potencjału w ramach przygotowań do udziału w konkursie). Bydgoszcz była w lepszej sytuacji, bo wystartowała późno (żeby było jasne: za późno), więc i moment mobilizacji był krótki (no i wystartowała trochę wbrew Toruniowi, co mogło zapewnić większą mobilizację); krótki czas przygotowań wymusił także formę ustalania programu – wybrano z musu tryb środowiskowych konsultacji.

Jednak same przygotowania nie pokazały aż tak dobitnie różnicy między filozofiami funkcjonowania kultury w obu miastach. Pokazały to losy ruchów społecznych, które pojawiły się po przegranych w pierwszym etapie eliminacjach. Los ruchu toruńskiego (ruch ten nazywał się Inicjatywa Kulturalna) był przede wszystkim krótki. Po załatwieniu kluczowej dla ruchu sprawy (uratowanie klubu NRD przed likwidacją), inicjatywa zakończyła działalność, co jest o tyle dobre, że – to to powiedzmy – zdążyła zejść na oklaskach. Los ruchu bydgoskiego jest inny: trwa on bowiem do dziś, mając na koncie zarówno sukcesy, jak i porażki (bo nie próbował schodzić na oklaskach), chociaż bilans półtorarocznej już działalności jest zapewne dodatni.

 

2. Dwa miasta, dwie polityki, czyli zmiany wizerunkowe toruńskiej polityki kulturalnej

Gdy chodzi o oficjalną politykę kulturalną prowadzoną przez Bydgoszcz i Toruń po konkursie ESK, to trudno bardziej się różnić. Gdy władze Torunia przekształciły biuro organizacyjne ESK w superstrukturę TAK-u (Toruńska Agenda Kulturalna), która obraca sporymi funduszami na kulturę i która istnieje równolegle do Wydziału Kultury UM (powiela jego kompetencje? uzupełnia je?), władze Bydgoszczy przekształciły Wydział Kultury w Biuro Kultury Bydgoskiej i przekazały część kompetencji merytorycznych dawnego wydziału Obywatelskiej Radzie Kultury. Jest to zmiana rewolucyjna – nie znaczy to, że musi okazać się skuteczna. Jej skuteczność zależy od odpowiedzialności ludzi, którzy tworzą radę kultury. Właściwie, inaczej jeszcze: zależy to od wszystkich obywateli (zarówno tych, którzy się już włączyli w te prace, jak i tych, którzy włączyć się z różnych powodów nie chcą), a także od lokalnych mediów, które nie tylko powinny interesować się bardziej kulturą, ale i bardziej interesować się poczynaniami obywatelskich ruchów kulturalnych.

Władze Torunia zorientowały się wreszcie, że ucieka im pewna wizerunkowa szansa i same rozpoczęły przygotowania do konsultacji społecznych. Co prawda, najpierw miały dotyczyć one wykorzystania terenów po forcie B66, co byłoby pomysłem doskonałym (jedynym „ale”, jest fakt, że na takie wykorzystanie terenów – najczęściej postindustrialnych – stać tylko najbogatsze miasta w Polsce, do których Toruń, delikatnie rzecz ujmując, nie należy). Pomysł na razie jednak zarzucono na rzecz wizji turystycznie bardziej atrakcyjnej (może też bardziej dla miasta atrakcyjnej finansowo w dłuższej perspektywie), ale znów wizerunkowo gorszej. Cóż, to są trudne wybory. Gdybym miała radzić, wybrałabym plan przekształcenia fortu w nowoczesne centrum kulturalne, bo to gwarantuje większe zyski społeczne – co prawda w dłuższym czasie, ale na tym polega przecież odwaga dokonywania takich wyborów.

Partycypacja jest atrakcyjna, nic więc dziwnego, że samorządy lgną do takich wizerunkowych zysków. Z powodu wszystkich zagrożeń dla władzy (dzielenie się władzą jest zawsze zagrożeniem dla władzy) jest to działanie chwalebne. Jest ono chwalebne jednak tylko wtedy, gdy partycypacja nie jest swoją własną karykaturą. Stan naszego społeczeństwa obywatelskiego sprawia, że wyjątkowo łatwo można sprawić, by się obywatelska aktywność partycypacyjna w taką karykaturę osunęła. Władza, której rzeczywiście zależy na wizerunkowym zysku powinna dołożyć wszelkich starań, by do tego nie dopuścić. Może warto było zacząć działania partycypacyjne nim wybrano lokalizację działań rewitalizacyjnych, mówiąc wprost: może warto było dostarczyć rzetelną informację, a następnie pozwolić ludziom wypowiedzieć się na temat tego, co uważają za potrzebniejszą inwestycję: fort czy bulwar.

 

3. Dwa miasta, jeden kierunek, czyli spójność wartości miejskich polityk kulturalnych

Bydgoszczy także powinno zależeć na tym, by Toruń szedł drogą partycypacji obywatelskiej. Powinno Bydgoszczy zależeć na tym tak, jak bydgoszczanom powinno zależeć na tym, by pilnować partycypacji we własnym mieście, by się nie wyzbywać wpływu na podejmowanie decyzji, by nie pozwalać rządzącym (dla ich i naszego dobra) zafałszowywać procesów partycypacyjnych, nie wykorzystywać ich, nie sprowadzać do karykatury.

Dlaczego Bydgoszczy powinno zależeć na toruńskiej partycypacji? Choćby dlatego, że oba te miasta powinny rozwijać się w tym samym kierunku: powinny stosować przejrzyste, obywatelskie procedury podejmowania decyzji. Nie tylko w przypadku metropolii, której losem wciąż niepoważnie się żongluje, współpraca kulturalna między Bydgoszczą a Toruniem jest, jeśli nie koniecznością, to sporym zyskiem dla obu stron. To właśnie miasta obywatelskie nie miałyby takiego problemu z dojściem do porozumienia, bo funkcjonowałyby na tych samych zasadach, działałby na bazie tej samej filozofii (a co za tym idzie: pragmatyki) działania.

Nie znaczy to, że miałyby spełniać te same zadania w obszarze kultury, przeciwnie: mogłyby spełniać zupełnie różne funkcje, mogłyby działać z większą korzyścią dla regionu, mogłyby się uzupełniać i współpracować. Może się to jednak zdarzyć i być najskuteczniejsze wówczas, gdy oba miasta będą kierowały się wspólnymi wartościami w polityce kulturalnej. Bydgoszcz na tej drodze uczyniła więcej niż Toruń, ale musi o utrzymanie i rozwój tego stanu dbać. Toruń uczyni dobry krok, gdy podejmie sensowną pracę partycypacyjną. Bydgoskie środowiska powinny wspierać toruńskie kulturalne inicjatywy obywatelskie. Dla swojego i wspólnego dobra.

Działy:
Więcej z tym numerze: « Festiwal robiony z pasją

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start