Festiwale. Jedno duże „ale”

Tryb organizacji bydgoskich festiwali budzi wiele wątpliwości. O wiele więcej niż ich jakość. I piszę to pamiętając o Bydgoszcz Hit Festivalu. Piszę to z całą odpowiedzialnością, bo każdy festiwal – nawet Hit – można zorganizować dobrze i źle, z pomysłem i bez pomysłu, fachowo i po amatorsku. Przy okazji – nawet w Bydgoszcz Hit Festivalu widziałem zawsze (oprócz lateksów i mało mnie interesującej muzyki) wielką szansę – jestem przeciwnikiem podziału kultury na wysoką i niską, dlatego wiem, że nawet taki festiwal bywa dla wielu osób przepustką do świata kultury, bywa zaproszeniem do zabawy, którą kultura zapewnia.

Swoje największe festiwale Bydgoszcz kupuje. Nie jest to wcale zły tryb postępowania. Warto jednak byłoby zadbać o to, by dotowane z miejskiego budżetu wydarzenia większą wagę przywiązywały do obsługi kulturalnej mieszkańców (Camerimage też mógłby w tym zakresie robić o wiele więcej niż robił; zmienić by można także organizację festiwali organizowanych do tej pory przez MOK, który jest doskonałym narzędziem do prowadzenia działalności edukacyjnej w ramach organizowanych festiwalowych wydarzeń kulturalnych: warsztaty literackie czy muzyczne mogą trwać przez cały rok, przygotowując publiczność do uczestnictwa w imprezie głównej). Marzy mi się festiwal, który w pierwszym rzędzie dba o mieszkańców, nie jest tylko wydarzeniem promocyjnym (chociaż i taką funkcję festiwali rozumiem i doceniam), ale przede wszystkim – kulturotwórczym!

Festiwal Art Pop nie dość, że nie spełnia tych marzeń, ba, do ich choćby połowicznego spełnienia nawet się nie zbliża, to jeszcze nie spełnia swoich funkcji promocyjnych. Chociaż napisać, że nie spełnia funkcji promocyjnych, to też powiedzieć za mało: on je spełnia w negatywny sposób, a to o wiele gorzej.

Oparcie festiwalu na gwieździe, nazwijmy to delikatnie, ryzykownej nie jest pomysłem dobrym. Wiedział to każdy, nie mam pojęcia, dlaczego nie wiedzieli tego organizatorzy Art Popu. Nie jest ich winą odwołanie przez artystkę całej trasy koncertowej – ich winą jest naiwność (że się jednak uda) i brak fachowości (że nie zapewnili udziału w festiwalu drugiej, równorzędnej gwiazdy, zamiast tego zaprosili – nawet ambitnych i ciekawych – średniaków i debiutantów).
Brawurowy brak profesjonalizmu powinien obrażać każdego – od władz miasta po szarego obywatela. Jakiejkolwiek zapasowej gwiazdy nie zapewni nam teraz Snap z Sony na spółkę, wstyd zostaje. Plakaty, które można oglądać w całej Polsce promują głównie wielką nieobecną. W zapowiedziach prasowych wszystkich letnich festiwali nie wymieniano nawet pozostałych uczestników. W takim wypadku odwołanie największej atrakcji jest działaniem szkodliwym. Brak profesjonalizmu organizatorów może przykleić się do Bydgoszczy.
Sztuką jest zorganizować udane wydarzenie. Nie zaprosić Amy Winehouse potrafi każdy, nawet ja. Nie potrafię tylko tego niezaproszenia rozreklamować, ale to akurat dobrze.

Działy:
Michał Tabaczyński

Michał Tabaczyński

Redaktor naczelny BIK.

Polonista, dziennikarz, slawista, autor kilku książek (Parada równości, Koniec zabawy w pokolenie) i współautor kilku innych (Tekstylia bis, Kultura niezależna w Polsce 1989-2009).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Lipiec/Sierpień 2011 Festiwale. Jedno duże „ale”