Kochać i lubić swoje miasto

Wernisaż w Galerii Wspólnej [26 kwietnia 2012] Wernisaż w Galerii Wspólnej [26 kwietnia 2012] Fot. Dariusz Gackowski

Z Jerzym Puciatą rozmawia Monika Grabarek.


Twoja wystawa otworzyła nową, długo wyczekiwaną przez środowiska artystyczne przestrzeń w Bydgoszczy, Galerię Wspólną. Co sądzisz o tym miejscu?
To prawda, bardzo długo czekaliśmy, bardzo chcieliśmy mieć takie swoje miejsce. Jeszcze nie wiem, jak galeria będzie funkcjonować, to zupełnie nowe miejsce. Mam nadzieję, że ta przestrzeń będzie okazją do spotkań, do dialogu, dyskusji. Brakowało takiego salonu, na którym przenikałyby się środowiska plastyczne i literackie, a przecież od zawsze malarze i poeci, pisarze byli dla siebie nawzajem natchnieniem. Oprócz indywidualnej pracy jest ogromna potrzeba w artystach bycia razem, rozmów, sporów, wspólnych poszukiwań. Chciałbym, aby tak było w Galerii Wspólnej...

Chociaż mam zastrzeżenie do nazwy, zastanawiam się, bo co to znaczy Wspólna? Kojarzy mi się z czymś powszechnym, dla wszystkich czyli dla nikogo. Jestem ciekaw, co będzie dalej z tym miejscem, czy zaistnieje ta wspólnota. Ale to już zależy od ludzi. Tam nie wchodzi się prosto z ulicy, trzeba zadać sobie trochę trudu, wejść po stromych schodach… I dobrze. To nie jest miejsce dla każdego. Miejsca elitarne charakteryzują się tym, że dotarcie do nich nie jest łatwe, znajdują się w miejscach często nieoczywistych. Bardzo ważne jest to, jak to miejsce zostanie potraktowane przez media, te codzienne, które są najczęściej przez ludzi czytane. Czy galeria, jej unikalność zostanie zauważona? Media, niestety, bardzo po macoszemu traktują plastykę w Bydgoszczy. Nie bez znaczenia jest też, jaką formę przybierze nowy Węgliszek? Trzeba powiedzieć, że tamto wnętrze było okropne, nie było dobre do biesiad, dysput. Te miejsca powinny się przenikać. Artyści muszą mieć odpowiednią oprawę do swoich rozważań, rozmów, sporów. Wiadomo, że zawsze są spory pomiędzy różnymi frakcjami. Jest część środowiska mocno tradycyjna, hołdująca klasycznej spuściznie, są też artyści negujący przeszłość. Mnie bardzo brakuje, nawet ostrej, dyskusji w środowisku. Myślę, że teraz znalazło się miejsce na takie sytuacje. Istnieje ogromna potrzeba konfrontacji tych postaw. Z lekkim niepokojem obserwuję pewne rozpłynięcie pewnych zasad, kanonów, nie tylko w plastyce, brak poszanowania dla tego, co było, dla wartości. Nastał czas dla artystycznej hochsztaplerki. Świat dziś zachwyca się byle czym. Łatwo oszukać ludzi i wmówić im, że to co nowe, najnowsze, to jest prawdziwa sztuka, a to, co było, to się nie liczy. Dziś sztuka bardzo się zbrutalizowała, epatuje obrazoburczymi środkami, obraża wartości.

Dziś panuje tendencja, że nie ma już podziału na kulturę wysoką i niską. Każdy jest odbiorcą, ale i twórcą.
Fundamentalnie nie zgadzam z taką tezą, bo to jest wbrew wszystkiemu. W takim ujęciu sztuki bardzo łatwo o sztuczki i pozory. Sztuka jest elitarna, zawsze była skierowana do pewnej grupy ludzi, do konkretnego odbiorcy. W tej chwili światem rządzi popkultura, ona totalnie wszystkim zawładnęła. Nawet artyści, świat kultury, niestety, przed nią schylają głowę i zabiegają, aby zaistnieć w tym modnym obszarze. Bardzo przykre jest schlebianie najniższym gustom. To nieprawda, że każdy jest artystą, twórcą. To bardzo denerwujące, że w naszym kraju wszyscy uważają, że znają się na kulturze i sztuce, że mogą wydawać sądy, nie mając o niczym pojęcia. Tu się kłania tragiczny stan edukacji artystycznej, która niestety prawie nie istnieje. Taka postawa jest moim zdaniem bardzo groźna, bo deprecjonuje świat sztuki. Trzeba się takim złym tendencjom przeciwstawiać.

Porozmawiajmy chwilę o Bydgoszczy. Jaka jest teraz Bydgoszcz w twoich oczach? Jak się zmieniła na przestrzeni tych wszystkich lat?
Przyjechałem do Bydgoszczy jesienią 1959 roku, czyli można powiedzieć, że mieszkam tu od 1960 roku. Przyjechałem tu za chlebem, nie lubiłem wtedy miasta. To był ciężki czas. Ja, świeżo upieczony artysta, dyplom z wyróżnieniem na koncie, już z rodziną, z małymi dziećmi, ale bez pracy i perspektyw zarobków. Dzięki koledze załapałem się wtedy do ciężkiej, fizycznej, ale dobrze płatnej roboty, nocami rozładowywałem węgiel przez trzy miesiące. W domu nic oczywiście nie powiedziałem, wstyd mi było. Ale potem bardzo szybko się przekonałem, jak to było ważne doświadczenie w moim życiu, dużo rzeczy ustawiło mi we właściwej pozycji i proporcjach. Potem pojawiła się możliwość pracy w Wojskowej Poradni Terenowej. To była ciężka praca w terenie, ciągle w rozjazdach. Byłem tam instruktorem od plastyki. Organizowałem tam życie artystyczne, wystawy. Kolejny etap to praca nauczyciela. Wziąłem za koleżankę zastępstwo i zacząłem uczyć. To był rok spędzony w szkole, po nim nastąpiły dwa lata w Wojewódzkim Ośrodku Sztuki. Każda praca bardzo dużo mnie nauczyła. W końcu przyszedł czas na własną pracownię i po przeprowadzce na Kapuściska przestałem być na państwowej posadzie i zająłem się własną twórczością. Przez ten długi czas mojego pobytu w Bydgoszczy zawsze byłem bardzo zaangażowany w życie artystyczne, kulturalne naszego miasta. Widziałem jak się rozwija, jak pięknieje. Miałem okazję współpracować z Andrzejem Szwalbe, który był nieocenionym skarbem dla Bydgoszczy. Śmiało można powiedzieć, że to był wizjoner. Moje początki działalności tu jednak nie były proste. Miałem problem z tutejszą mentalnością. Nawet nie tyle robotniczą co taką bardzo niemiecko-mieszczańską. Ludzie tu byli bardzo zachowawczy, nieprzystępni, nas, ludzi przyjezdnych, zwłaszcza tych ze Wschodu traktowali z pogardą. Brakowało mi tu rozmachu, odwagi, fantazji, długofalowego myślenia. I tak poniekąd jest tu do dziś. Ciągle obserwuje niedoskonałości pewnych decyzji. Robi się coś na pół gwizdka, po trochu, zamiast śmiało realizować konkretne plany i projekty. Tu zawsze władza bała się iść na całość, zainwestować bardzo w kulturę w obawie, że przecież dla wszystkich musi wystarczyć. Niesłusznie, bo tylko odważne, wizjonerskie plany odnoszą duże sukcesy, wszyscy znamy efekt Bilbao. Niepozorne miasto, które za sprawą sztuki zna dziś cały świat.

Jednak miłość do Bydgoszczy w końcu przyszła…
Oczywiście, że tak. Z czasem pokochałem bardzo to miasto. Bydgoszcz piękniała, ciągle pięknieje. Mamy tu kawał dobrej architektury. Kiedyś bardzo dużo chodziłem pieszo, poznawałem miasto jego zakątki, zaułki, zakamarki. Potem ten klimat miasta oddawałem w swoim malarstwie. Bydgoszcz jest bardzo zielona, to daje oddech, powietrze, przestrzeń. W latach osiemdziesiątych bardzo się zaangażowałem w życie opozycyjne. Jak mówili złośliwi, sztuka zeszła do kruchty. Ale wtedy tam była prawdziwa wolność. Tam panowała prawdziwa duchowość i to był na tamten czas środek życia artystycznego nie tylko w Bydgoszczy, ale i całym kraju. Bardzo intensywny okres w moim życiu to czas, kiedy byłem prezesem Związku Artystów Plastyków Polskich. Postanowiłem rozwinąć to towarzystwo. Organizowałem plenery, okręgowe, ogólnopolskie, wreszcie międzynarodowe. Sam dzięki temu nawiązywałem wspaniałe znajomości, podróżowałem.
Miasto niewątpliwie zachwyca, Wyspa Młyńska jest przepiękna. Ale trzeba pamiętać, że to był proces, że to zasługa poprzedniego prezydenta, który włożył dużo wysiłku w realizację tych planów. Zastanawia mnie jednak to, że w Bydgoszczy ludzie bardzo powoli się zmieniają. Ciągle widoczny jest tu problem dziwnej mentalności. Bydgoszczanie nie lubią swojego miasta, nie czują się z nim związani. Taka postawa nie sprzyja rozwojowi, młodzi ludzie stąd uciekają, to bardzo niepokojące.

Gdzie jest twoje kulturalne centrum miasta, twój artystyczny szlak Bydgoszczy?
Bydgoszcz to muzyka bez wątpienia. Zatem dla mnie najważniejszy jest trakt muzyczny – Filharmonia Pomorska, Akademia Muzyczna, Opera Nova. To moim zdaniem najważniejsze instytucje kultury i sztuki w naszym mieście. Oczywiście obserwuję i doceniam rozwój innych miejsc i dziedzin artystycznych, często kreowanych przez młodych ludzi. Jednak dla mnie serce Bydgoszczy to muzyka. Muzyka i rzeka. Jesteśmy miastem wody powinniśmy to wykorzystać jak najpiękniej.

Miasto niedawno obchodziło swoje urodziny. Jakie są twoje życzenia?
Bydgoszcz to piękne miasto i życzę jej jak najlepiej. Przez ten czas bardzo się z miastem zrosłem, związałem. Życzę przede wszystkim rozmachu i odwagi w realizacji dalekich planów, żeby nareszcie coś zrobić w całości od początku do końca Natomiast bydgoszczanom życzę uśmiechu bo tego na naszych ulicach bardzo brakuje. Bardzo ważna jest też zmiana mentalności. Ludzie muszą nauczyć się kochać, lubić swoje miasto. Wyzbyć się tych potężnych kompleksów. Nie narzekać tylko wspólnie pracować i dbać o rozwój naszego miasta. Odrobina dobrej woli, polotu chęci działania i naprawdę dużo może się udać.

Działy:
Monika Grabarek

Monika Grabarek

Pedagog, dziennikarka radiowa (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Czerwiec 2012 Kochać i lubić swoje miasto