Piotr Trella

Wybitni artyści śpiewacy, do jakich niewątpliwie należał Paweł Leoniec, którzy tworzyli żywą historię bydgoskiej sceny operowej, nie mogą być pomijani obecnie, jak i w przyszłości. Niezwykle ciekawa i skomplikowana była droga edukacyjno-zawodowa znakomitego bydgoskiego tenora.

Zaraz po wojnie pracował w randze porucznika w Głównej Komendzie Wojska Polskiego w Szczecinie, a zaczęło się od przypadkowego zaśpiewania mocnym, pięknym głosem Sto lat…

Najpierw Średnia Szkoła Muzyczna w Szczecinie oraz skuteczne konsultacje wokalne u znakomitego dramatycznego śpiewaka Opery Poznańskiej profesora Kazimierza Czarneckiego. Przeniesiony do rezerwy w stopniu kapitana z powodzeniem rozpoczyna karierę artysty śpiewaka. Wyprowadza się ze Szczecina do Lublina, by w roku 1956 zadebiutować w Operetce Lubelskiej w następujących operetkach: Swobodny wiatr I. Dunajewskiego i Rose Marie R. Frimla w roli Jima. Po trzech latach nieobecności wraca do Szczecina, gdzie staje się solistą nowo powstałego Teatru Muzycznego.

Szymon Andrzejewski, Łukasz Płaczkowski

Dzień dobry. Kiedy piszę te słowa, śniegu nadal nie ma, więc sanki odpadają. W związku z powyższym bez prześlizgiwania się proponuję Państwu kolejną porcję wydawnictw znad Brdy. Od metalu po słuchowisko – przez alternatywę (właściwie samą dla byłej siebie) aż do elektroniki i hip-hopu. Wsparłem się tym razem pomocą ze strony mojego redakcyjnego kolegi. Gdyż się zna. Smacznego Państwu życzymy.


ChainsawThe Last Crusade 
(wyd. własne), październik 2017

Na początku ustalmy dwie rzeczy, żeby już do nich nie wracać i mieć wolną głowę: a) klasyczny heavy metal to nie jest „moja muzyka” – nie „robi mi roboty” i nie „unosi mojej łódeczki” – za patetyczne to dla mnie i za bardzo zaśpiewane tak, jakby wokalista sobie nie przemyślał i usiadł zbyt gwałtownie, co nieodwracalnie zmieniło jego życie, jeśli chodzi o tembr; b) heavy metal śpiewany po polsku zawsze brzmi trochę (albo bardzo) śmiesznie.

A zatem…

Działy:
Kinga Puchowska

[версія український нижче]


Nie ma ani odrobiny przesady w stwierdzeniu, że Bydgoszcz zbudowali fabrykanci i przedsiębiorcy. Stygmat naszego miasta jako fabrycznego i robotniczego, w domyśle – brudnego i nieatrakcyjnego, na szczęście wyraźnie się zaciera, wzrasta natomiast zainteresowanie lokalną tradycją oraz poczucie dumy i przynależności do regionu. Sprzyjają temu liczne projekty rewitalizacyjne, odsłaniające kolejne secesyjne perły, którymi wszyscy powszechnie się zachwycają. Jednakże mało kto wie, że śmiałe zamysły architektów nie zaistniałyby, gdyby nie fundusze zamożnych właścicieli bydgoskich fabryk. W grodzie nad Brdą od zawsze inteligencja ekonomiczna i techniczna szły pod rękę z kulturą, co w zasadzie jest widoczne również dziś. Także dzisiejsze oblicze przemysłu to zwykle prosta architektura, pozbawiona walorów estetycznych; dwa wieki temu sprawa nawet w tej materii przedstawiała się zdecydowanie inaczej. Konieczność ochrony dziedzictwa przemysłowego zaistniała zatem stosunkowo niedawno, gdy w obliczu postępu technologicznego doszło do nieodwracalnego przekształcenia oblicza współczesnych procesów produkcyjnych. Stało się to bezpośrednią przyczyną stopniowego zanikania przykładów dawniejszych technik wytwarzania: linii produkcyjnych, narzędzi, a w konsekwencji – całych fabryk. Sprawa o tyle ważna, że bez ochrony dziedzictwa przemysłowego staniemy przed istotnym problemem, jakim byłoby wymazanie ze świadomości społeczeństwa blisko 200 lat dokonań ludzkości. Dlatego na Szlaku TeH2O z wielką radością przyjęliśmy decyzję o ogłoszeniu roku 2018 Rokiem Bydgoskiego Dziedzictwa Przemysłowego.

BIK

Słyszeli Państwo zapewne ten zabawny mit – powtarza się go zbyt często, jak to z legendami bywa: człowiek zmienia się co siedem lat. Czego to się tym nie tłumaczy! (Najczęściej oczywiście rozwody: po dekadzie od ślubu przy dobrym układzie charakter każdego z małżonków może się zmienić aż dwa razy). Bardzo lubię takie mity (chociaż się nie rozwodziłem), pasjami je bym poznawał, z największą ochotą przeczytałbym jakiś „nowy słownik komunałów”, który by je gromadził, omawiał, analizował.

Ale jedna sprawa to w coś wierzyć, a inna – wykorzystywać to do najróżniejszych celów (znamy to: nie tylko rozwodnicy, szczególnie wielokrotni, ale i politycy się w tym lubują). No więc, nie będę gorszy: nie wierzę, ale chętnie wykorzystam. Siedem lat właśnie mija – no, zaraz minie – od kiedy redaguję „Bydgoski Informator Kulturalny” (dokładnie: minie te siedem lat 1 kwietnia – to był wyjątkowo długi primaaprilisowy dowcip). Mija siedem lat i czuję, że moja przemiana jest nieuchronna: Szanowni Państwo, ja łagodnieję, gwałtownie i nieodwołalnie. To wiadomość straszna. „BIK” nie może i nie powinien dzielić mojego osobistego losu. Nie może cierpieć z powodu moich upadków. Powinien pozostać tym żądłem, które (jak u Platona w Obronie Sokratesa) nie pozwala miastu gnuśnieć.

Zdzisław Pruss

Koniec stresu

Wszystko wskazuje na to, że towarzyszące festiwalowi Camerimage Złote Żaby mają już dość Bydgoszczy, a zniechęciła je do naszego miasta nie tyle odległa perspektywa czwartego operowego kręgu, co zbyt bliskie i budzące żabi niepokój sąsiedztwo bydgoskiego Bocianowa. Znany z wrażliwości Marek Żydowicz poszedł żabom na łapę i postanowił przenieść je niedaleko, bo o żabi skok – do Torunia, gdzie zostaną na pewno przywitane przez miejscowych notabli radosnym a zwycięskim rechotem.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Luty 2018