Po mydła i proszki do Bydgoszczy będę jeździł!

Bydgoska Fabryka Mydeł, zbiory własne Bydgoska Fabryka Mydeł, zbiory własne

Gdyby w latach 20. XX wieku przeprowadzić ankietę uliczną w jednym z polskich miast i zapytać w niej: „Z czym kojarzy ci się Bydgoszcz?”, odpowiedzi zapewne byłoby sporo. Ktoś przypomniałby sobie Planty nad Kanałem i okoliczne restauracje, ktoś inny, że słyszał o niezłym teatrze, inny pływał tu na barkach, wożąc towary z Gdańska („bo sklepów kolonialnych to u was zatrzęsienie”). Byliby i tacy, którzy pochwaliliby przemysł: „bo rozwinięty”, „bo wiele dużych fabryk”, „bo robią u was doskonałe mydła”!

W latach, gdy bydgoszczanom powodzi się świetnie, na ulicach można spotkać tłumy. Spacerują, do kawiarni zachodzą na ciastko, dywany pooglądać do Be-De-Tu na samą górę wchodzą. Jeszcze bławaty trzeba zakupić, a to już na bydgoskie Nalewki należy zajrzeć. A zaraz obok przecież drogeryje, sklepy kolonialne, składy mydeł. I to jakich! Zagranicznych nie ma dużo? Nie szkodzi! My tu sami mydła robimy, i to jakie!

Zaglądając do książki adresowej z 1928 roku, przekonać się można, że po starym mieście i śródmieściu rozsiane są fabryki, składy i hurtownie związane z przemysłem kosmetycznym. Znajdziemy wiele polskich nazwisk, ale i pojawiają się niemieckie – te przypominają, że to interesy z tradycją i od kilku pokoleń tworzą historię tego przemysłu. Gdyby ktoś wrócił do Bydgoszczy klika lat później, w dobie kryzysu, zastałby mniej składów, kilka fabryk mniej, ale i kilka nowych – w tym potentata na rynku chemicznym. Aż trudno uwierzyć, że mało kto dzisiaj kojarzy, jak bardzo Bydgoszcz zapisała się w historii wytwórstwa mydeł i proszków do prania.

A zaczęło się w Brombergu

Dzisiaj Bydgoszcz już prawie nie pamięta o najdłużej istniejącej fabryce mydła, a od niej przecież wszystko się zaczęło. Babcia fabryki już nie widziała, ale ulicę Gamma kojarzy. „No, przecież tam taka drogeria była i chemią na ulicy czuć było. Niedaleko chodziłam z mamą na zabiegi wodolecznicze, już wtedy ulica nazywała się Warmińskiego”. Rzeczywiście, Warmińskiego wchłonęła dziś ulicę Gamma, ale na szczęście w Bydgoskim Parku Przemysłowo-Technologicznym pamięta się również o mydlanym dziedzictwie. Jedna z ulic nosi imię po ostatnim właścicielu fabryki, którym był Friedrich Emil Gamm. Jego dziadek, Johann, w 1780 roku przeprowadził się z Poznania do Bydgoszczy i osiem lat później otworzył Fabrykę Mydła i Świec. Miejsce wybrał nieprzypadkowo. Bromberg kusił w tamtych czasach doskonałym położeniem, logistyką idealną dla fabrykantów – o ziemię łatwo, bo miasto ma się gdzie rozrastać, no i Kanał Bydgoski pod nosem, będzie można sprawnie ładunki w kraj wysyłać.

Fabryka właściwie przez prawie połowę swojego istnienia traktowała produkcję mydła po macoszemu. Najwięcej zarabiało się na świecach. Nazwisko było znane w okolicy, klientów przybywało, świece trafiały do magistratu, szkół, chętnie kupowali je również zwykli mieszkańcy. Od samego początku firma miała swój sklep w ratuszu. W 1791 przeniesiono go do kamienicy na Starym Rynku, co nadawało marce prestiżu. Dopiero w drugiej połowie XIX wieku, kiedy świece powoli wypierane były z rynku przez lampy naftowe, zdecydowano się rozwinąć produkcję mydła. W rodzinie Gammów wedle tradycji firmę przejmował najmłodszy z synów, więc rozwojem fabryki zajmował się Heinrich. Porzuca produkcję szarego, nieutwardzonego mydła, stawia na jakość i w ciągu kilku lat przywozi z targów wiele medali. Na rynku lokalnym walczy z konkurencją – rodzina Wiese próbuje zmonopolizować rynek, dochodzi do licznych sporów sądowych, ostatecznie jednak obydwie fabryki mają swoje grono klientów.

Najbardziej znanym z trójki Gammów jest dzisiaj najmłodszy syn Heinricha, Friedrich Emil. Za jego czasów firma hucznie obchodzi 100-lecie istnienia. Zdobywa popularność, spore grono zwolenników, co pozwala mu zaangażować się w życie polityczne. Przez ponad dwie dekady jest członkiem rady miasta, nadzoruje sprawy związane z zaopatrzeniem, zakwaterowaniem i ochroną zdrowia. Działa też społecznie, organizuje zbiórkę na dwie kolumny sanitarne, Czerwonemu Krzyżowi przekazuje 100 kilogramów mydła. Jego śmierć w 1908 roku jest również końcem historii fabryki. Konkurencja jest już wtedy spora, produkcja nie jest tak opłacalna. Pieniądze postanawia przeznaczyć na założenie fundacji swego imienia. Po jego śmierci corocznie magistrat wypłacał stypendia dla najuboższych mieszkańców Bydgoszczy.

Za Niemca konkurencja rośnie

Wiemy już o sporze z rodziną Wiese, w XIX wieku konkurencji dla Gammów było jednak w mieście sporo. W 1849 pojawia się na rynku fabryka J.G. Boehlkego. Przez pierwsze lata swojej działalności nie mówi się o niej za dobrze. Mydło jest tanie, składniki pochodzą z okolicy, mają mierną jakość. Klientów jest niewielu, ale ci, których nie stać na produkty z wyższej półki, biorą od Boehlkego. Właściciel postanawia zainwestować i zaczyna sprowadzać składniki z zagranicy. Łój przyjeżdża z Anglii, olej lniany z Holandii, potas z Rosji. Do podstawowej oferty mydeł nadających się do robienia prania dołącza mydło toaletowe, pachnące i delikatne. Zaczynają do niego trafiać ci bardziej wybredni. W 1889 w swojej fabryce na Podwalu zatrudnia 16 pracowników na produkcji, kilka osób pracuje w biurze, działa też sklep przyzakładowy. Kiedy po powrocie do macierzy fabryka przejdzie w ręce polskie, marka będzie miała już swoją renomę. Jako Bydgoska Fabryka Mydeł, pod rządami Józefa Tomaszewskiego nadal święci triumfy, promując mydło dla pań oraz wprowadzając do produkcji proszki do prania Biel i Śnieg. Co ciekawe, do końca swojej działalności będzie używać w reklamach również starej nazwy (Bydgoska Fabryka Mydeł dawniej I.G. Boehlke).

W 1864 w samym centrum miasta, przy ulicy Gdańskiej, powstanie jedna z najnowocześniejszych w tamtych czasach fabryk. Założył ją Ernst Mix, należący do znanej rodziny przedsiębiorców. Jego krewny prowadził z powodzeniem fabrykę czekolady i marcepana w Gdańsku. Ernst buduje najpierw pomieszczenia fabryczne, później znanemu architektowi Fritzowi Weidnerowi zleca zaprojektowanie reprezentacyjnej kamienicy. Jej widokiem i barwną historią możemy się cieszyć do dzisiaj. Współczesny bydgoszczanin z rozrzewnieniem wspomina kino Pomorzanin, które działało właśnie w tej kamienicy. Tam, gdzie odbywała się produkcja mydeł, dzisiaj działa klub Mózg. Wróćmy jednak do samej fabryki. Firma swój sukces zawdzięcza dwójce wspólników: Arno Mix i Alfred Tohl w ciągu kilku lat zdobędą prymat wśród lokalnych producentów. Inwestują w sprzęt. Pod koniec XIX wieku mają do dyspozycji cztery kotły na mydło, 12 form, maszynę do cięcia i prasę. Korzystają tylko z ognioodpornych materiałów, na hali panuje porządek, nad jakością czuwa kilku specjalistów. W gazetach zaczynają pojawiać się reklamy, asortyment się powiększa, firma zdobywa uznanie.

Nie dziwi więc fakt, że kiedy Bydgoszcz stanie się miastem polskim, niemieccy fabrykanci decydują się zostać. Nie są jedyni – ci, którzy żyli tu dobrze z polską mniejszością, mieli pozycję i poważanie, dalej prowadzili interesy. Mix zatrudnia u siebie wielu Polaków (do biura zawsze szuka osób posługujących się i polskim, i niemieckim, bo utrzymuje kontakty handlowe z Berlinem). Robi mydło, robi proszki, reklamuje się w każdej z bydgoskich gazet. Kiedy Europa pogrąży się w kryzysie, Mix nie daje się recesji. Działa aż do II wojny światowej.

Produkujemy, rozprowadzamy, sprzedajemy!

Przemysł chemiczny i drogeryjny od połowy XIX wieku wręcz kwitnie w mieście. Lata 20. XX wieku to już po prostu kosmetyczne szaleństwo. W Bydgoszczy jest gdzie bywać – kawiarnie, dansingi, restauracje, pokazy mody, przedstawienia teatralne. Kobieta musi prezentować cerę zadbaną i pachnącą, o najnowszych kosmetycznych trendach rozmawia się z przyjaciółką, czyta w gazetach. Promuje się lokalne produkty, ale i zaprasza po zagraniczne specyfiki do sklepów kolonialnych i drogerii. Składów pojawia się w mieście coraz więcej, nie każdy ma możliwości, by szukać zaopatrzenia na własną rękę. Popularność zdobywa więc hurtownia Hadroga przy ulicy Matejki. Właściciele rozprowadzają leki, olejki, kremy – zaopatrując większość aptek i drogerii. Firma ma własne laboratorium, może również zajmować się produkcją. Przez kilka lat po wojnie nawet potentat na drogeryjnym rynku, Carl Wenzel, zaopatrywał się w Hadrodze. Do znanych klientów należał też Karol Stark, do którego chodziło się po perfumy. Stark z pasją podchodził do handlu, często sam stawał za ladą, pilnował, by wszystkie ekspedientki odnosiły się do klientów z szacunkiem. W latach 30. założy fabrykę kauczuku Symfonia, w której będzie również produkował proszek do prania.

Jeśli ktoś chciał mieć największy wybór, powinien udać się na ulicę Długą. Pod numerem 65 w latach 30. działa Bydgoska Wytwórnia Mydła, 63 – kolejna fabryka chemiczna Behring Dr. i spółka, do tego kilka sklepów kolonialnych, dwie drogerie – pod numerami 53 i 7, a skład mydlany pod czterdziestką. Na Poznańskiej podobnie, na Świętej Trójcy nadal działa Mars należący do Wiesego. Do wyboru, do koloru, aż trudno uwierzyć, że w Polsce jest kryzys!

W gazetach nadal najczęściej reklamowane produkty to wszelakie mydła, proszki i pasty do zębów (nowość!). Pojawia się nawet mydlana propaganda: BILANS KRAJU I TWÓJ WŁASNY SIĘ POPRAWIĄ, DZIĘKI UŻYWANIU KRAJOWEGO PIERWSZORZĘDNEGO MYDŁA „TRÓJKA”. Na produkty zagraniczne zostaje nałożone wysokie cło, promuje się więc kosmetyki krajowe. Okazuje się jednak, że o polski rynek warto zawalczyć. Najpierw w kraju zaczynają produkować mydło Palmolive, a chwilę później znany już na prawie wszystkich kontynentach Persil wybiera Bydgoszcz na swą polską bazę.

Drodzy Państwo, w kinie Kristal Persil grają!

Kiedy w 1932 roku, mimo wszechobecnego kryzysu, do Bydgoszczy sprowadza się Persil, radość wśród mieszkańców jest ogromna. W nowoczesnej fabryce przy Kraszewskiego pracę znajduje 150 osób, kolejnych kilkanaście pracuje w biurze przy Gdańskiej 46. Bydgoszczanie bardzo dobrze znają już markę, bo od lat promuje się ją w lokalnej prasie. Reklamy są najczęściej kolorowe, bogate w treści i największe ze wszystkich. Ostrzegają przed podróbkami, zwracają uwagę na to, jak działa proszek, i na jego wyjątkową jakość. Fabryką w Bydgoszczy zarządza Szwajcar Pirodoff, na polski rynek produkowany jest nie tylko Persil, inne popularne marki to Henko, Imi i Ata.

W pamięci mieszkańców Bydgoszczy zapisała się szczególnie jedna z kampanii reklamowych. Nawiązując do pomysłów Amerykanów, odpowiedzialny za promocję Józef Polak nagrywa w 1935 roku specjalny film. Nakręcony z humorem, składający się z kilku odrębnych sekwencji, prezentuje również ciekawe ujęcia z miasta. Dzięki temu promuje nie tylko produkty, ale również Bydgoszcz. Film staje się hitem, szczególnie że firma zaprasza na bezpłatne projekcje w kinie Kristal. Tłumy stoją w kolejkach przed kinem, by obejrzeć „Wielkie pranie u państwa Misiów”. Kino mieściło się w kamienicy Ernsta Mixa, produkcja konkurencji odbywała się dosłownie za ścianą. Łatwo wyobrazić sobie wściekłość fabrykantów, zwłaszcza że produkty Henkela już prawie zmonopolizowały rynek.

Fabryka Persila dotrwała do rozpoczęcia II wojny światowej, pod okupacją nadal odbywała się produkcja. Polska Ludowa przejęła fabrykę z całą infrastrukturą i ponownie ruszyła jako Pollena. Dzisiaj miejsce istnieje nadal, cały czas związane jest z przemysłem chemicznym jako Unilever.

Tej historii nic nie wymydli

Chociaż w wielu publikacjach dotyczących historii miasta przemysł mydlarski, kosmetyczny, a nawet – uogólniając – chemiczny nie jest często opisywany, opowieść o nim wciąż pozostaje żywa. Zwiedzając Muzeum Mydła i Historii Brudu, wśród starych reklam i ogłoszeń można wypatrzyć również te Bydgoskiej Fabryki Mydeł czy Fabryki Ernsta Mixa. Nad jednym z pomieszczeń widnieje szyld Fabryki Mydeł i Świec H.J. Gamm. Istniejący od kilku lat Szlak Wody, Przemysłu i Rzemiosła TeH2O zachęca do szukania informacji o czasach, gdy w Bydgoszczy produkowało się z rozmachem. Coraz chętniej organizuje się wydarzenia tematyczne, które promują przemysłowe dziedzictwo miasta. Dzięki zdigitalizowaniu gazet z dwudziestolecia międzywojennego, reklamy, ogłoszenia i artykuły mają większą szansę przetrwać dla kolejnych pokoleń. Wiedzy o bydgoskich mydlarzach już nikt z pamięci nie wymydli.


Martyna Neweluk – przewodnik po Bydgoszczy i regionie, pilot wycieczek, przewodnik w Muzeum Mydła i Historii Brudu. Od ośmiu lat oprowadza turystów i mieszkańców, odkrywając przed nimi przemysłowe tajemnice miasta. Czas wolny spędza czytając i pisząc kryminały, podróżując blisko i daleko oraz ucząc się języków.

 

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start