zugzwang (52): Na Jedwabnym Szlaku

Bartłomiej Siwiec Bartłomiej Siwiec

Nasze środowisko literackie jest małe, każdy coś tam podsłucha. I nagle dowiedziałem się, że Dariusz Tomasz Lebioda, który uważa siebie za następcę Czesława Miłosza, Dariusz Tomasz Lebioda Wielki, który w swoim dorobku ma już zapewne więcej orderów, odznaczeń i medali niż Miłosz, będzie tłumaczony na język chiński. A czy Miłosz był tłumaczony na chiński? Tego nie wiem, ale Dariusz Tomasz będzie. Ale to jeszcze nie koniec sensacji, przecież to nie będzie nakład w postaci 300 egzemplarzy, tyle egzemplarzy to w Bydgoszczy można wydać, ale Chińczyków są miliardy, więc i nakład musi być stosowny. Słyszałem, że Dariusz Tomasz ma ambicje na tysiące egzemplarzy, może nawet na 100 000. Wszyscy mówią, że rynek chiński jest trudny, pełen niespodzianek, ale co tam, ja w Darka wierzę, że przebojem się wedrze i pokaże Chińczykom, że można. Bayer Full przetarł już Jedwabny Szlak, można śpiewać po chińsku? Można! I te dwa nasze hity eksportowe zaleją chiński rynek, pokażemy Chińczykom, że Polacy nie gęsi, też swój język mają.

Teraz, jak już jest książka, trzeba się zastanowić nad trasą promocyjną. Najpierw proponuję Hongkong (bo chyba w Chinach najbardziej jest europejski), potem Szanghaj (tam ponoć potencjalnych kupców jest najwięcej), Pekin (spotkanie z autorem odbędzie się na placu Tiananmen), a trasę zakończyć pod Chińskim Murem. I mam nawet taką koncepcję, żeby wtłoczyć Dariusza Tomasza Wielkiego trochę w chińską tradycję: w jednym miejscu muru będą czytane jego wiersze, ludzie klaszczą, a następnie łucznik bierze strzałę, napięcie na twarzach widowni, strzała ogniowa leci, trafia w snop siana kilkadziesiąt metrów dalej, też pod murem, ogień rozjaśnia okolicę, a tam kolejne zbiorowisko i znowu ktoś czyta wiersze Dariusza Tomasza, i tak przez cały mur, aż do końca. A na końcu muru stoi autor i ostatni wiersz czyta przepiękną chińszczyzną. Oklaski. I my też tam stoimy, delegacja z Bydgoszczy. Płaczemy wraz z publicznością. A potem pisarze chińscy zapraszają pisarzy polskich na wódkę (tak patrzę też pod swoim kątem), a na końcu turniej ping-ponga. I jeśli Mur Chiński jest widziany z kosmosu, to jest nadzieja, że i nas tam zobaczą i że na nas trochę tej sławy skapnie.

Przyznaję, że mówię to wszystko z lekką nutą zazdrości. Bo też lubię podróżować, ale chyba mógłbym jedynie wiersze kołobrzeskie wydać, albo olszyńskie, w najlepszym razie chorwackie. Ale gdzie mi się równać z Lebiodą, który już zalał Erewań wierszem ormiańskim, w Bagdadzie na targu można kupić wiersze irackie, a w Brukseli w parkach czytają jego wiersze belgijskie, sam widziałem, że nawet Manneken pis czyta (ale tylko w przerwach, gdy nie sika). W Istambule wiersze tureckie Dariusza Tomasza są popularne zarówno po europejskiej, jak i azjatyckiej stronie miasta. Ma horyzonty Dariusz Tomasz Wielki, ma. I perspektywy. Jeszcze chyba z trzysta krajów na tym turystycznym szlaku mu pozostało, tysiące wierszy czeka na swoją kolej. Będę trzymał za niego kciuki.

Na zakończenie przypomnę też Dariuszowi pewną znaną maksymę Konfucjusza o tym, że „człowiek nie potyka się o góry, lecz o kretowiska”. Bo przecież jak się idzie z głową w chmurach, a nawet prawie płynie po niebie, to człowiekowi się wydaje, że jest taki ważny, taki wielki i bardzo łatwo jest przeoczyć coś przyziemnego, coś, co potem przyklei się do butów i niezbyt ładnie pachnie.

Więcej z tym numerze: Impro proste, choć niełatwe »

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start