zugzwang (36): Złoty środek

Bartłomiej Siwiec Bartłomiej Siwiec

Przyznaję, że w 36. odcinku mojej zugzwangowej opowieści postanowiłem trochę zdjąć maskę. Otóż sytuacja w kraju jest napięta, lewica i prawica coraz bardziej prężą muskuły, a nawet czasami biorą się „za łby”. Poszczególne partie mocniej zwierają szeregi. Coraz trudniej być pośrodku. Ci, co są pośrodku, mają przekichane. Każda ze stron konfliktu ideologicznego próbuje tych ze środka przeciągnąć na swoją stronę. Oczywiście, najgorsze są bluzgi. Na centrum plują wszyscy. Wydawałoby się, że trzeba się zadeklarować. Inaczej ani rusz, żeby wyrwać się z tego najbardziej nielubianego miejsca na scenie. 

Otóż mam ten kłopot, że kiedyś dość bacznie chodziłem na wykłady zmarłego pięć temu profesora Albina Bilińskiego. To było dawno temu, pewnie minęło już 20 lat, ale mam wrażenie, że niektóre jego frazy pamiętam, jakbym je słyszał wczoraj. Biliński był świetnym religioznawcą, ale też posiadał znaczną wiedzę z historii myśli społecznej. Pamiętam, że jedną z jego ulubionych myśli, która często powracała, była ta dotycząca złotego środka. Oczywiście powoływał się na samego Arystotelesa, który z umiaru uczynił ważny element swojej filozofii. Pamiętam, że te rozważania odnośnie do Arystotelesa były dla niego niejako trampoliną w czasy nowożytne, do Anglii, gdzie już wtedy mówiono, że silna klasa średnia zabezpiecza społeczeństwo przed: primo, tyranią władców; sekundo, rewolucją klasy robotniczej. Silna klasa średnia jest gwarantem sukcesu. W Anglii klasa średnia ulegała wzmocnieniu, a w I Rzeczypospolitej, dzięki „świetnej” działalności szlachty, wprost przeciwnie.

Z nauki profesora zapamiętałem, że warto ustawić się pośrodku albo co najmniej dystansować się do skrajności. Ponadto pamiętam, że w szkolnych czasach tuż przed wycieczką matka nieraz mi mówiła: „Nie siadaj z przodu, bo jak autobus w kogoś rąbnie… i nie siadaj z tyłu, bo jak ktoś rąbnie w autobus…”.

Jestem więc pośrodku; to beznadziejne i już nieraz wychodziło mi to bokiem. Przyznaję rację jednym i drugim, a tak w głębi ducha z nikim się w pełni nie zgadzam. Owszem, raz zgadzam się z jednymi, a raz z innymi, wszystko zależy od konkretnej sytuacji. Są jednak i tacy, choćby ci od Korwina i ci od Kukiza, że oni mnie już nigdy do niczego nie przekonają, nawet do jakiegoś drobiazgu, jakiejś błahostki, niestety, do niczego. Za stary już jestem. Sparafrazuję znany filmowy tekst: nie ze mną, Korwin, te numery!

Dokładnie wtedy, gdy chodziłem na wykłady do profesora Bilińskiego, gdy miałem lat 20 lub 21, przyjechał na WSP (powszechne było wtedy określenie: wysypisko) Janusz Korwin-Mikke. Ten jeden show, który wtedy dał, tak w swoim stylu określając wszystkich i wszystko naokoło (państwo polskie, elity rządzące, Unię Europejską) jako „socjalistyczne”, czyli złe z samej natury, i gloryfikując XIX-wieczny liberalizm jako tę jedyną doktrynę, która gwarantuje człowiekowi wolność i rozwój, i kilka pomniejszych dziwactw, jak choćby próbował zniechęcić uczestników spotkania do zapinania pasów w samochodzie, twierdząc, że wtedy więcej ludzi ginie na drogach. On zapewne nigdy pasów nie zapina. I ten showman, utopista, tak pięknie wpisał się w to, co mówił Biliński o utopijnej wizji platońskiego państwa, mieście słońca Tomasza Campanelli czy falansterach Roberta Fouriera. Różnica jednak była dość znaczna, gdyż Biliński osiągał pewne niezwykłe natężenie, nazwałbym je lirycznym, tak, w pewnym sensie jego wykłady to była poezja, zawsze okraszona religioznawczym kontekstem, a tutaj w przypadku polityka po raz pierwszy poczułem, że ktoś chce mnie tak prosto i dość ordynarnie oszukać, że szykując się do dziesiątej przegranej kampanii, kpi z ludzi w żywe oczy i to wszystko podane jest z lekkim przymrużeniem oka, ale mnie już wtedy to nie śmieszyło i nie zamierzałem tego kupować.

Oczywiście, żeby nie było za miło, zdaję sobie sprawę, że ten złoty środek to też jest idée fixe, albo – żeby sięgnąć do współczesnych podniet – taki złoty pociąg. Nikt go nie widział, ale wszyscy o nim gadają.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start