Barometr wolności

Z Moniką Dekowską rozmawia Daria Mędelska-Guz.


To nie jest pierwsza twoja wystawa w Bydgoszczy, ale pierwsza, na której pokazujesz własne ilustracje.
Tak, wcześniej prezentowałam głównie obrazy dużych formatów i można było je zobaczyć m.in. w kawiarni Szpulka w MCK, w Ostromecku czy klubie Mózg. Teraz zdecydowałam się odsłonić prace rysunkowe, o mniejszych formatach.

Czym jest dla ciebie rysunek?
Malarstwo wymaga dobrej formy fizycznej, której ostatnio mi brak, podczas malowania musisz np. siedzieć przy sztalugach, a pozycja pionowa jest dla mnie bardzo bolesna. Jak wiesz, uczę się ostatnio życia na leżąco. Rysunek jest więc wybawieniem. Pomysł, szybki szkic, dopracowanie detalu i gotowe. A wszystko to rysowane „w powietrzu”. No i wolność. Rysunek daje mi swobodę zagłębiania się w prostotę życia. To jak pamiętnik lub fotografia. Ilustracja z chwilowego przepływu myśli lub emocji. Rysowanie jest jak barometr – mówi, ile wolności zostało ci jeszcze pośród srogich ograniczeń twojego losu.

W twoich pracach widać cierpiące kobiety, ale także sporo cynicznego humoru…
Nie znajdziesz tu mężczyzn, rysuję same kobiety, ptaki i koty. Od początku świata. Te kobiety to ja, tyle że odbite w krzywym zwierciadle. Zamyślone, rozpołowione, popełniające samobójstwa, rodzące i zakrwawione. A kiedy nie ma na rysunku kobiety, to i tak wiadomo, że mowa jest o niej właśnie. O jej relacji ze światem i ze sobą samą. O kobiecych tabu i codziennych wędrówkach kobiecych myśli podczas prasowania bielizny.

Czyli rysujesz feminizm?
Niekoniecznie. Powiedziałabym raczej, że „ukobiecam” człowieka. W naszej kulturze symbolem człowieka jest mężczyzna. U mnie – na odwrót. To kobieta opowiada świat. I ma do tego prawo, bo pracuje, miesiączkuje, rodzi dzieci, wynajduje nowe idee, złości się i cieszy. Krytykuje i żąda równouprawnienia. Szuka własnego nowo nazwanego człowieczeństwa pomiędzy przedmiotowo ujmowanym ciałem a niedocenianym duchem.

Wróćmy do bólu, skąd tyle cierpienia w twoich pracach?
To oddzielny temat. I chyba wszystkim doskonale znany. Cierpimy fizycznie, psychicznie i duchowo. Jeśli mogę narysować cierpienie – rysuję je. Bo tylko tak mogę o nim opowiedzieć. Współczesne narracje mówią nam „don’t worry – be happy”, na Facebooku umieszczamy same radosne wydarzenia, uśmiechnięte twarze; to fascynuje, ale też przeraża, bo jak tu uzewnętrznić cierpienie i w dodatku nie „zarazić” nim drugiego człowieka? Pół biedy, jeśli ów ból możesz nazwać. Gorzej, gdy boli cię brak wiary lub gubisz sens człowieczeństwa w sytuacji, gdy potrzebują go tysiące imigrantów. A wiadomo, że jeśli chcesz wykrzyczeć swój ból, pozostaje ci agresja lub sztuka. Ja zdecydowanie wolę tę drugą.

Oprócz rysunków wystawisz także swoją autorską biżuterię, opowiesz o niej?
Od kilku lat fascynuje mnie zamykanie świata w miniaturowych formach szklanych. Przede wszystkim każda sztuka biżuterii zawiera pod szkiełkiem fragment lub całość mojego obrazu. W swojej biżuterii tworzę małe światy. Małe opowieści. Specjalna technika wykonania i kształt szkła powodują, że obraz staje się trójwymiarowy, wypukły. Ożywa i pięknieje. Sądzę, że moja biżuteria nie tylko umożliwia wyrażanie siebie, ale też staje się nośnikiem pewnej historii przesyłanej światu przez artystę, który tę biżuterię wykonał. Kobieta z tego typu np. medalionem na piersi rozsiewa tę historię dalej, „zaraża” nią innych. Zresztą, kwestia odbioru pracy to już sprawa bardzo osobista. Zawsze cieszę się, jeśli obraz zamknięty w broszce czy pierścionku sprawi komuś przyjemność.


Wernisaż prac Moniki Dekowskiej odbędzie się 2 kwietnia o godz. 15.00 w niesamowicie przytulnej Księgarni 63 mieszczącej się na pierwszym piętrze Galerii Osielsko przy ul. Szosa Gdańska 49. Wystawa potrwa do końca miesiąca. Chętni będą mogli nabyć zarówno sygnowane przez nią druki prac, jak i pojedyncze sztuki biżuterii.


 

Działy:

Powiązane artykuły (wg działów)