Centrum Kultury Fantastycznej prezentuje: "Wilkołak Drago" (fragment powieści)

Jerzy Grundkowski Jerzy Grundkowski Fot. Dariusz Gackowski

Drago mgliście przeczuwał, że trafi na porę nabożeństwa. Parę osób już siedziało w ławach. Pewnie tacy, którzy mieli daleko, a nie chcieli się spóźnić i woleli przyjść wcześniej.
Jedyną właściwie ozdobą surowej świątyni był posąg Pierwszego Najwyższego Kapłana Maksymiliana Robespierre’a. Bohater był przepasany szarfą, na której widniał napis: „Naród francuski wierzy w nieśmiertelność duszy”. No tak, ale nie ma już narodu francuskiego, co zaś tyczy się duszy, to zdania są nader podzielone. Jedni chyba wierzyli, drudzy chyba nie wierzyli.
Jako tako była ozdobiona także ambona, na którą – po krętych schodach – wszedł podstarzały proboszcz.

 – Odmówmy – jak zawsze – nasze Credo – rzekł głosem cichym i melancholijnym. – Wierzę w Rozum i w Istotę Najwyższą, będącą zarazem Wielkim Budowniczym Świata. Wierzę w oświecenie i duchowy rozwój. Niech tak się stanie, niech się stanie!
Malutki tłumek cicho i pokornie powtórzył słowa kapłana.
– Wszakoż – westchnął proboszcz – nie jest dobrze. Wiara podupada. Zamiast wierzyć w Oświecenie, maluczcy wyznają wiarę w gusła i zabobony. Zauważyłem to już dawno. Nie tylko ja! Książę Pan, władca przepięknego księstwa Akwitanii, raczył wydać respons tej trudnej sprawy dotyczący!
Drago pomyślał, że kościół jest popieprzony.
Proboszcz nabrał tchu.
– Czy wierzycie, trutnie, w nieśmiertelność duszy?
– Wierzymy, wierzymy… – ponuro, jazgotliwie odpowiedziało te kilka ludzkich egzemplarzy zebranych pod ołtarzem Istoty.
– Cały naród francuski – który już nie istnieje – także wierzy w nieśmiertelność duszy!
Proboszcz wyciągnął piersiówkę i pociągnął solidny łyk. 
Drwal Drago był tym szczerze zdziwiony, albowiem zdziwienie człowieka prostego zazwyczaj jest nad wyraz szczere, bardziej szczere jest tylko złoto; złoto, które nie zawsze się świeci.
– Aliści to nie jego wina! – warknął proboszcz, chowając buteleczkę. – Nie istnieje, bo został mocą planetarnego kataklizmu zatopiony!
Słuchacze zaczęli nerwowo pokasływać. Drago dorozumiał się, że musieli słyszeć już to niejednokrotnie; żadna wszakoż babinka zakutana w chustę nie podniosła z ławki swego sflaczałego dupska.
– Na szczęście – rozgrzał się dobry kapłan. – Nie cały naród francuski poległ, Akwitańczycy i Prowansalczycy ocaleli!
Proboszcz na chwileczkę przerwał.
– My jesteśmy Akwitańczykami… poddanymi Księcia Pana… Jak wiecie, jak na pewno doskonale to sobie przypominacie, bo stale to powtarzam, by radosna ta wieść dotarła do waszych pał, nasz hrabia jest wasalem Księcia Pana!
Wy, jako tępi, częstokroć leniwi poddani naszego wielce oświeconego pana hrabiego, takoż znajdujecie się w jurysdykcji Księcia i jesteście pod jego opieką, co czyni was niezmiernie szczęśliwymi, a przynajmniej czynić powinno! I właśnie Książę wydał reskrypt, który ninie odczytam…
Proboszcz założył okulary.
„Od jakiegoś czasu stwierdzam, że pewni nasi poddani doszli do tego, iż biorą za duchy i czary wytwory swej wyobraźni, lub dają wiarę tym, którzy są jakoby opanowani przez diabła! Głupota ich jest taka, że szukają potwierdzenia tego w pospolitym przesądzie! Wykopują zwłoki i rzucają je na pastwę płomieni! Zdarza się nawet, że ciemni ci ludzie prowadzeni są przez osoby duchowne! Jest to nad wyraz oburzające, by kapłani Rozumu podążali na czele pochodu Ciemnogrodu!
Nie mamy zamiaru pozwalać na tego rodzaju grzeszne praktyki w naszym uroczym księstwie! Przeciwnie – chcemy położyć im tamę. Magia ani czarownice nie istnieją! Wampiry i wilkołaki to jedynie płody ograniczonej wyobraźni! Zmarły nie może szkodzić żywym, dlatego właśnie, że już nie żyje! Nakazujemy, z całą mocą naszego książęcego urzędu, iżby duchowni nie mieszali się do tych spraw, nie podburzali ciemnego ludu, nie opowiadali bajek, inaczej mówiąc – nie bajdurzyli. Nie tylko to im nakazujemy! Żądamy, aby wiejscy proboszczowie o wszelakich przypadkach zbezczeszczenia zwłok informowali przedstawicieli miejscowej władzy! Prewotom oraz wójtom nakazujemy podjęcie stosownych kroków prawnych wobec winnych aktom bezmyślnego wandalizmu! Wasalom pierwszego i drugiego stopnia nakazujemy to samo! O wszystkim musi wiedzieć jako pierwsza nasza kancelaria!
O głupoto ludzka, któraś wieczna! Niechaj głupota się zastanowi: czemuż to rzekome demony przybierają zawsze postać osobników podłego stanu, najczęściej – analfabetów? Dlaczego nie słyszano, by kiedykolwiek przyjęły postać człowieka wartościowego, literata, filozofa bądź hrabiego? Może z tej przyczyny, że obawiają się zemsty z ich strony? Nie! Ludzie wierzący w istnienie demonów, czarownic, wampirów i wilkołaków, powszechnie akceptują fakt, iż ich siła ma charakter duchowy. To byty bezcielesne, miecz im nie zaszkodzi. Zatem musi istnieć inne wytłumaczenie tej zagadki.
Jest nią to, że ludzie uczeni i wartościowi nie pozwalają się tak łatwo oszwabiać, jak głupcy i ignoranci! Osobnicy podłego stanu, którzy częstokroć z tytułu wrodzonej bojaźliwości względnie z racji nadużycia kwaśnego wina, lub z innych przyczyn, uważają za diabelskie objawienia zdarzenia o całkowicie naturalnym podłożu! Nie demon, nie czarownik przeobraża się w osobę niskiego stanu, lecz to one tuszą, iż to demon w nie się przeobraził!
Najpierwszą przyczyną zła jest ignorancja, pyszna i bezmyślna ignorancja! Tępy człowiek – o ile oczywiście taki bezrozumny egzemplarz godzi się nazwać człowiekiem! – ulega swej wywodzącej się z najrozmaitszych lęków fantazji! Wyobraźnia, rodząc urojenia, sprawia, że ignorant solennie wierzyć będzie, że rozmawia ze zmarłym! Do tego te występne praktyki – otwieranie grobów, przebijanie serca osikowym kołkiem, oddzielanie głowy od tułowia… To musi przerażać słabe umysły! Nie dziwota przeto, iż tępole i ignoranci dostrzegają później to, czego w rzeczy samej nie ma!”
Proboszcz zdjął okulary i wezwał do modlitwy o powszechne Oświecenie. Babinki i dziadki zaczęły tak przeraźliwie zawodzić, iż przestraszony drwal Drago w pośpiechu opuścił ciasną świątynię Rozumu.


Jerzy Grundkowski (ur. w 1953)

Historyk, dziennikarz, jako literat doczekał się swych biogramów w Popularnej Encyklopedii Powszechnej (Kraków 1995) oraz w Wielkiej Internetowej Encyklopedii Multimedialnej. Publikował w wielu czasopismach literackich (m.in. w „Twórczości”, „Literaturze”, „Piśmie Literacko-Artystycznym”, „Tygodniku Kulturalnym”, „Nowym Wyrazie” i „Temacie”) oraz na antenie Polskiego Radia. Wydał dziewięć książek, powieści i zbiorów opowiadań. Były to: Annopolis, miasto moich snów (Kraków 1983), Labirynt wyobraźni (Warszawa 1986), Śmierć w kosmolocie (Bydgoszcz 1988), Annopolis, świat mojej wyobraźni (Kraków 1988). Ja, Ulrych, miecz rewolucji (Bydgoszcz 1995), Wybraniec bogów (Bydgoszcz 1995), Las Teutoborski (Bydgoszcz 1997), Lancelot znad Renu (Olsztyn 2000), Prawdziwa historia smoków, Franków oraz rycerza Hilderyka (Toruń 2001). Laureat pięciu nagród literackich: im. Natalii Gall, im. Klemensa Janickiego, redakcji miesięcznika „Fantastyka”, redakcji „Młodego Technika” oraz grupy literackiej „SFAN – trust”, a także nagrody Polskiego Stowarzyszenia Miłośników Fantastyki. Laureat trzech nagród dziennikarskich (za felietony o tematyce gospodarczej): dwukrotnie nagrody Fundacji Edukacji Przedsiębiorczości oraz wyróżnienia w konkursie „Pryzmat”.


 

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start