Przez Rude Okulary (21): 15 Minut

Szymon Andrzejewski Szymon Andrzejewski Fot. ZbyZiel

No dobra, okulary, portfel, pendrive, klucze, plecak. Zamknąć drzwi. Schodami w dół. Sąsiad z pierwszego znowu uwierzył w chemię i płynną przezroczystość, w związku z czym muza gra od wczoraj, a wycieraczka malowniczo wmontowała się pomiędzy doniczki na parapecie. Drzwi. Ale świeci! Z klatki w prawo. Na skrzynce rozdzielnika elektronów pusta dwusetka po Żołądkowej i puszka po Spricie. Ależ ja późno dzień zaczynam. Dzielnia, jak widać, aktywna od brzasku. Wczoraj tu tego nie było, a wracałem raczej późno. Znowu w prawo w Podgórną. Nie, proszę pani, nie mamy lewostronnego ruchu w tym kraju nad Wisłą. Tak, też jestem zdziwiony. Brama po prawej wydaliła z siebie wylew wodny. Zwolnić i obejść lód. Słowo, którego szukacie, to „piasek”. Panie fryzjerki już w pracy. Klientka w papilotach pali papierosa przed salonem. Zatroskana jakaś. Może jej uświadomili, że ona sobie tu skręca owłosienie górne, a za ścianą panie skręcają się w uściskach opłaconych gotówką. No bo kart płatniczych to chyba w tamtym drugim „salonie” nie honorują. Niewiele chyba w ogóle się tam honoruje. Nie, nie myśl teraz o przeciąganiu kart! Wzrok przed siebie! Mroźnie. Fajnie. Dobrze się oddycha. Bogdan już pewnie kwadrans z przodu.

Spojrzeć w lewo, potem w prawo i jeszcze raz w lewo. Jedyne przejście na Ziemi, które wypuszcza zebrę wprost na jezdnię. Co za baran to wymyślił?! Piesi wchodzą na maskę samochodom. Kolejna zebra. Od lat mnie zastanawia, z czego utrzymuje się ten sklep z okularami. Jedynym klientem, jakiego tam widziałem, byłem ja. Czyli w sumie nie widziałem, bo musiałbym być jednocześnie na zewnątrz i w środku. Bilokacji dar nowy – smaczny i zdrowy. Przestań! O, okres zwolnienia od podatku się skończył i będzie nowa kebabownia. Ciekawe, jak ją teraz nazwą. Było już wszystko, co się kojarzy z Turcją. No nic, dwa miesiące dobrego jedzenia, a potem spadek jakości, urody i konieczności zwracania uwagi na cokolwiek. W lewo trochę. Lubię te schody. „Polecamy Naleśniki!”. Ja w sumie też polecam. Tak, proszę, niech pani przejdzie. Mostek. Jak można przy tej temperaturze moczyć tyłek w wodzie?! Dreszcze mam za każdym razem, jak patrzę na te kaczki. I jeszcze nurkują. Kurde, ale ma amarantowe pióra. I ta zieleń. Photoshop zero – natura miliard. Wyspa. Piękna. Pusta. Jakby czekała, żebym ją uruchomił spojrzeniem. A po prawej te dwa muzea. Co oni w nich trzymają? Przecież tam się nigdy nic nie dzieje. Może siebie trzymają po prostu? Wzrok trochę wyżej. Jak mostek będzie oblodzony, to niżej raczej, i skręcać piętami przy każdym kroku, bo kompilacja szronu i desek ułożonych wzdłużnie niejednego już odprawiła na ortopedię. I te kłódki. Ciekawe, czy ktoś kiedyś wyłowił kluczyk po zerwaniu z najukochańszą przecież boginią i odpiął swoje żelazne przyrzeczenie od konstrukcji? Drodzy państwo, po lewej widzicie największe na świecie pudła na kapelusze. Cholera, budowali to czterdzieści lat, a ja tam tylko na Camerimage jestem. Może już czas polubić, jak na mnie krzyczą? Spróbować chociaż. OK, w tym roku idę. Na bank. Może najpierw na operetkę. Jak znowu zacznę od czegoś ciężkiego, to układ gastryczny może nie wytrzymać. Ha! Zbliża się sztuczne upojenie za darmochę. Jak przechodzę przez tę gumową wycieraczkę przed wejściem, to zawsze mam wrażenie, że jestem lekko dziabnięty. Nie mogli tego w kratkę zrobić, tylko w te maligniczne paski? Jedzie coś? Pusto. No to tory razy dwa i szlaban na materace. Ciekaw jestem, czy ktoś ten krater w końcu zagospodaruje. Bydgoska Fabryka Narzędzi w postaci dziury w dziąśle miasta. A ci wyglądają, jakby ropę znaleźli. Muszę kiedyś spytać, co tu produkują. Przetwarzają może. Idzie Marcin? Nie. Tym razem interwały nam się nie pokryły. Żółtość Twą widzę, o, budynku pracy mojej. Miłości mej zamku i twierdzo. Elo. Cześć. Cmok. Cmok. 52 poproszę. Schody. Jak tu gorąco! Co to jest za zapach? Kanapek z gorgonzolą przecież zabroniłem. Iwona, włącz klimę, proszę! Dzięki. Znowu konsoletę zostawili włączoną. Ale się fajnie szło. Trzeba następnym razem trochę szybciej wyjść, bo takiego światła (no cześć, ziom) nie można marnować. Jakiś stałoogniskowy obiektyw sobie muszę kupić. Jakby tak przystrzelić od strony Młynówki przez całą Młyńską aż do opery, to przy takim słońcu bajeczne rzeczy mogą powychodzić. I cegły na młynach też jakieś takie gorejące jakby. Ludzie samochodami jeżdżą. A tu takie malarskie bydgostiana. Tjaaa.

– Szymon, dziewiąta…
Dzień dobry.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start