Emanacja

Bez tytułu, 2013-2014, olej, płótno, 180×135 cm Bez tytułu, 2013-2014, olej, płótno, 180×135 cm Fot. Grzegorz Wnęk

W dniach 26 czerwca – 18 lipca 2014 roku w Galerii Wspólnej w Bydgoszczy oglądaliśmy wystawę malarstwa Grzegorza Wnęka. Artysta zajmuje się malarstwem i rysunkiem. Mieszka w Krakowie. Tu również pracuje na macierzystej uczelni – Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki. Od 2011 roku, po uzyskaniu stopnia dr. hab., prowadzi pracownię rysunku na Wydziale Malarstwa. Należy do Stowarzyszenia Młodych Artystów „Kontrapost”, którego powstanie zainicjował. 

Malarstwo Grzegorza Wnęka jest jak najbardziej współczesne, a zarazem wyraźnie koresponduje z przeszłością. Tematem jego obrazów jest człowiek. Znajdujemy go w sytuacjach tak zwykłych, że nie odczytujemy ich jako zdarzenia, lub przeciwnie – bardzo dynamicznych, a zawsze odczuwanych jako nieokreślone. Prace wykonane są w technice olejnej na płótnie.

Najważniejsze formy w obrazie artysta buduje poprzez połączenie precyzji z lekkością pędzla, nieskończoność przestrzeni sugerując ekspresyjnym niedopowiedzeniem. Wrażenie plastyczności bryły malarz dopełnia kontrastowym zestawieniem barw i walorów. Postać wydobyta jest z tła poprzez światło, albo przeciwnie – wyrazista i masywna widnieje na jasnym tle. To właśnie ta postać i często jeden element z jej najbliższego otoczenia są nośnikiem treści i znaczeń. Środki malarskie służą więc stworzeniu hierarchii oraz czytelności w obrazie. Kolorystyka jest zróżnicowana. Za każdym razem jest tak odpowiednia, że zdaje się wynikać z tematu i atmosfery obrazu. Szeroką gamę ciepłych brązów, brunatności i ugrów uzupełniają zielenie, błękity oraz róże i fiolety. W innych obrazach widzimy skontrastowane barwy chłodne lub zharmonizowane ze sobą pastele, albo też zestawione szarości. Przykuwają uwagę malarskie przykłady ziemistych, ciemnych brązów sąsiadujących z chłodnym beżem.

Przed nami prawie nagi, młody, szczupły mężczyzna na tle piaszczystej skarpy obrośniętej dziką roślinnością. Unika spojrzenia w naszym kierunku. Zanurzony po kolana w wodzie, objęty z prawej strony przez szeroką smugę światła, stoi bez ruchu, w towarzystwie dużego, czarnego psa. Dziewczyna, stojąca samotnie na drewnianym mostku, w pochyleniu skrywająca twarz przed widzem. Otoczona jest fragmentem ogrodu, jak szczelnym żywopłotem, oddzielającym ją od świata. Stoi, a właściwie postępuje w zamyśleniu, zupełnie jakby powtarzała półgłosem za poetką: Stąpałam z Deski na Deskę / Powoli i ostrożnie / Nad Głową czułam Gwiazdy / Pod Stopą – Morze*. Przechodząca kobieta, z tajemniczym przedmiotem w ręku, otwiera drzwi zawieszone w przestrzeni. Patrzy nam prosto w oczy, niby przelotnie, a zadziwiająco przenikliwie, podczas gdy dwie kobiety, obok niej, wcale nas nie zauważają. Inna, ukrywając twarz w dłoniach, czeka na to, co wydaje się być nieuniknione – uderzenie meteorytu. Jego bezwzględnie twarda i zwarta masa, przemierzając przestrzeń, już wypełnia ponad połowę kadru obrazu, stąd cała postać kobiety nie może się w nim zmieścić. Mężczyzna w przysiadzie i głęboko pochylony, prawie klęcząc, wspiera ręce o ziemię w błagalnym geście. Towarzyszą mu kobieta i ciemnobrązowy pies. Kobieta dotyka dłonią ciężkiej zasłony i patrzy na nas. Jej surowy spokój i wzrok wydają się tłumić ból mężczyzny, pochłaniać jego wewnętrzny krzyk, od którego drży powietrze. Kilka osób utrzymuje nasz wzrok i uwagę na uwięzi, swoim spojrzeniem, w czasie gdy mężczyzna obok nich spada, a może rzuca się z niewiadomej wysokości, przypominając bezskrzydłego Ikara. Ktoś pochyla się cały, żeby go pochwycić, w beznadziejnie teatralnym i niemożliwym do spełnienia geście.

Uwagę widza zwraca osamotnienie czy wręcz izolacja bohaterów Grzegorza Wnęka. Nawet jeśli są pośród ludzi albo otoczeni pełnym życia pejzażem. Nie znajdujemy tu międzyludzkich relacji. Każda z postaci istnieje osobno. Nie ma też żadnej więzi z naturą. A ona, martwa czy ożywiona, jest obojętna – samowystarczalna, napełniona siłą i doskonale piękna. Znakomicie scharakteryzowana materia wody oraz światła, błysk listowia, precyzyjny kształt i uwodzicielska barwa kwiatów, spokój błękitu nieba nad kamienistą, rozgrzaną słońcem doliną dawno nie były tak obce przebywającemu w ich bliskości człowiekowi.
Przestrzeń wokół postaci bywa nierzeczywistą pustką, gęstą ciemnością. Niekiedy zawiera w sobie duże, intensywnie barwne, umiejętnie wkomponowane, a także ruchliwe płaszczyzny, które przywodzą na myśl rosyjski konstruktywizm. Może się wydawać, że wobec zastygłych póz, wyrazistych, ale zamarłych gestów i stężałych ludzkich twarzy to właśnie dynamiczne płaszczyzny koloru przejmują na siebie funkcję wyrażenia dramatycznych przeżyć bohaterów.

Wyraźnie przez malarza zatrzymane w kadrze poza i gest nasuwają skojarzenia z pantomimą. Dziwna, miejscowa pustka i wirujące, tylko czasowo zaczepione o punkty w przestrzeni, „kontrreliefy” przypominają awangardową scenografię. Na wyznaczonym przez artystę swoistym proscenium obserwujemy kameralny spektakl, a właściwie sztukę w wykonaniu jednego aktora, który trwa przed nami w niewymownym, a więc ukazanym środkami plastycznymi cierpieniu.

Człowiek pełen godności. Pokazany z szacunkiem i pietyzmem. Ciało ludzkie scharakteryzowane realistycznie albo wręcz naturalistycznie. Upozowana, nierzeczywista, ale poruszająca widza sytuacja. Kolorystyka niektórych obrazów nieefektowna, ziemista, jakby zabezpieczająca naszą uwagę przed rozproszeniem, aby nie umknęło to, co w nich najważniejsze. Uporczywe spojrzenie, jakim darzą nas bohaterowie tych przedstawień, wprowadzając widza w ciąg niezwykłej narracji. Wszystko to jest jak współcześnie usłyszane echo hiszpańskich bodegonów – rodzajowych obrazów, powstałych w XVI- i XVII-wiecznej Hiszpanii, ukazujących teatralizowaną codzienność, co nadawało im wyraz symboliczny. Stanowią one ważny i fascynujący rozdział w twórczości malarskiej Ribery, Zurbarána, Velázqueza i Murilla.

To jednak nie sprawność warsztatowa, w której wyczuwalna jest atencja dla dawnej sztuki, nie piękno modela czy natury ani ożywiana w obrazach historia sztuki są najważniejsze w malarstwie Grzegorza Wnęka. Istotą tych przedstawień jest człowiek oraz charakterystyka jego przeżyć. Rzeczywistość, która otacza te postacie, wydaje się być emanacją ich emocji. Wyraża ona tragizm ludzkiej egzystencji. Zawieszenie w przestrzeni. Otwieranie drzwi do niewiadomego. Magnetyczne zapatrzenie w pulsującą światłem gwiazdę. Spokojne zanurzenie się w otchłani wody, jakby w głęboki sen. Spadanie bezwładem kamienia w przepaść. Odsłanianie, a może zasłanianie ciężkiej kotary niewiedzy. Co widzi bohater obrazów Grzegorza Wnęka w jednej, krótkiej chwili wewnętrznego objawienia?

Malarz kieruje się – obecnie rzadko spotykaną i zdaje się: prawie zupełnie zapomnianą – zasadą decorum, czyli odpowiedniości między treścią a formą. Wypełnienie się tej klasycznej zależności w obrazie jest warunkiem zaistnienia wartości ostatecznej – siły i wielkości przekazu dzieła sztuki. To one właśnie zatrzymują nas na długo przed malarstwem Grzegorza Wnęka.


* Emily Dickinson, 100 wierszy, Biblioteczka Poetów Języka Angielskiego pod red. Stanisława Barańczaka, Kraków 1990. Fragment wiersza 875, s. 103.


 

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start