Zugzwang (22): Z pamiętnika miejskiego podglądacza

Bartłomiej Siwiec Bartłomiej Siwiec

Żona często powtarza, że nigdy nie spotkała bardziej nudnego faceta. Rzekomo jestem strasznie powtarzalny. Coś w tym musi być. Kiedyś (dokładnie rok temu) pisałem o spacerze, jaki odbyłem po cmentarzu zlokalizowanym przy ulicy Kcyńskiej i co dalej z tego wyszło. 1 listopada również się tam znalazłem. Każdy, kto choć raz na nim był, wie, że tuż przy cmentarnej bramie znajduje się symboliczny grób żołnierzy wyklętych, tych, którym nie po drodze było z władzą komunistyczną. A władza ta – to również stara sprawa – nie lubiła, jak podnoszono na nią rękę, nawet więcej: taką rękę chętnie obcinała. Temat jest mocno wyeksploatowany, setki historyków opisało już bardzo skrzętnie martyrologię naszego narodu, ale takiej sceny jeszcze nigdy nie widziałem: nad grobem żołnierzy wyklętych stoi niewysoka czarnoskóra dziewczynka. Ma w ręku zapałki, więc niech będzie czarnoskórą dziewczynką z zapałkami. Bardzo płynnie mówi po polsku. Ja oczywiście mam znicz, ale nie mam zapałek, więc proszę ją o przysługę. Chciałbym powiedzieć, że dziewczynka oblała się rumieńcem, ale tego nie wiem, wiem tylko tyle, że odwraca się speszona w stronę czarnoskórej matki i obydwie panie płynnie rozmawiają po polsku. Matka tłumaczy córce, że te kilkaset zniczy postawiono na pamiątkę tych, którzy zginęli młodo i tragicznie, a następnie przytacza daty urodzin i śmierci wyryte na tabliczkach, za każdym razem powtarzając: „Ten pan żył lat 25, ten 33, a tamten tylko 22…”.

 8 listopada wybrałem się do Teatru Polskiego, żeby dowiedzieć się, co dalej z Festiwalem Prapremier. Sam fakt, że duet dyrektorski Paweł Wodziński / Bartosz Frąckowiak urządza takie debaty, dobrze o nim świadczy, choć oczywiście poza głosami merytorycznymi padły i takie, które były z gruntu nie na temat. Dominującym głosem w dyskusji była chęć znaczących zmian. Odniosłem wrażenie, że raczej na kosmetyce się nie skończy i jest duża szansa, by festiwal w przyszłości odzyskał dawną świeżość. Wszyscy zaś byli zgodni, że formuła konkursu jest mocno anachroniczna, a festiwal ma być dla widzów, nie dla jury.

Przyznaję, że nieraz już o tym myślałem, ale wtedy, wracając z debaty, uświadomiłem sobie, że żyję w mieście o wciąż bardzo słabej tożsamości. W prawie 670-letniej historii miasta duże znaczenie ma pierwiastek niemiecki, który dzisiaj prawie w ogóle nie jest eksplorowany, a jeśli już jest, to mówi się raczej o zbrodniczej działalności, zawężając kilkaset lat niemieckiej obecności w mieście nad Brdą do niecałych sześciu lat okupacji. Wiem coś o tym, gdyż mój debiut literacki właśnie taki był: z chęcią opisywałem hitlerowskie zezwierzęcenie, zapominając o pruskich budowniczych miasta. Polskich symboli też jak na lekarstwo, ale właśnie wtedy przechodziłem obok ławeczki, na której siedzi Marian Rejewski. Nad kryptologiem stanęła młoda dziewczyna rzadko spotykanej urody. Jej partner właśnie uruchomił aparat fotograficzny. Błysk flesza. Nie wiem, czy znajdę się na tym zdjęciu, ale dziewczyna poprosiła o kolejne. Fotograf już zaczął tracić cierpliwość i powiedział: „Ile można tu stać. Zostawmy te matematyczne bzdury”.

Dzień później wynosiłem śmieci. Nie byłoby w tej czynności nic szczególnego, ale w pewnym momencie zobaczyłem, że pod śmietnikiem kręci się zbieracz puszek. Zdawało mi się, że mężczyzna liczył, iż nie zamknę bramki śmietnika na klucz, i nerwowo przebierał nóżkami, ale ja jestem służbista. Wszyscy z bloku zamykają i ja też zamknąłem, a następnie oddaliłem się na odległość niespełna trzydziestu metrów. I co widzę? Mężczyzna wkłada do zamka jakiś wytrych i bez problemu otwiera drzwiczki, po czym nurkuje w jednym z kontenerów i po chwili wychodzi zadowolony z napełnioną siatką.

Taki ze mnie miejski podglądacz.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start