Bardzo lubię swoje sny, dużo śnię

Bardzo lubię swoje sny, dużo śnię Fot. Łukasz Owczarzak

Z Martą Filipiak artystką i animatorką rozmawiała Monika Grabarek.


Sen jest bardzo ważnym motywem w Twojej twórczości, przewija się niemal w każdym działaniu artystycznym, z którym jesteś związana. Chyba wszyscy pamiętamy spektakularne Sny Mani, które wydarzyły się w Ostromecku kilka lat temu. Teraz ponownie zanurzasz się w marzenia senne, tym razem w Lubostroniu.
Oko, nigdy nie śpi na pewno jest kontynuacją moich wcześniejszych działań, chociaż ten projekt narodził się nieświadomie tak jak sen. Jak widać jest to temat wokół którego krążę, z różnych stron do niego podchodzę i jest on dla mnie ważny, ale nie zaplanowałam tego. Projekt Oko skrystalizował się jesienią zeszłego roku, motywem przewodnim jest sen ujęty w przeróżnych konfiguracjach i aspektach. Hasłem do spotkania jest sen – zarówno jako obszar poszukiwań i inspiracji artystycznych, ale także w swoim symbolicznym wymiarze. Pomysłem Fundacji Kultury Rozruch, która jest organizatorem projektu było nawiązanie do surrealistycznego postulatu etycznego, który podkreśla rolę przypadkowych spotkań. Oko, które nie śpi, zaczerpnęłam z książki, którą napisał Dennis Genpo Roshi Merzel Oko nigdy nie śpi. Jest to czternaście mów Dharmy, które są komentarzem do starochińskiego poematu zen Hsin hsin ming. Jest to bardzo wyjątkowy i ważny dla mnie tekst, postanowiłam, że tak właśnie nazwę działania w Lubostroniu. Nasz plan zakładał, że ta specyficzna tematyka przyciągnie określone osoby, ale również zależało nam, by przyjechali tacy goście, dla których te zagadnienia nie są zupełnie oczywiste i zabrali w tej sprawie głos.

 

To naprawdę będzie duże przedsięwzięcie, projekt z rozmachem, kogo się spodziewasz?
Przyjedzie ponad 30 twórców, nie chciałabym teraz ich wymieniać, aby nikogo nie pominąć, poza tym sytuacja jest dość dynamiczna i ciągle coś się zmienia w tym temacie. Będą to przeróżni artyści, którzy swoją twórczością nawiązują do surrealizmu, artyści bydgoscy również zostali zaproszeni i rzecz jasna grupa Czarny Karzeł, która wraz z Fundacją będzie pełniła rolę gospodarza. Kuratorem wszystkich wystaw jest ZbyZiel. Dodam, że rozmach, który ma ten projekt jest możliwy dzięki ogromnej pracy wielu osób, a przede wszystkim Emilii Kubik, Beaty Opic, ZbyZiela, Łukasza Owczarzaka, Andrzeja Kaliskiego oraz ogromnej grupy Przyjaciół, która nas wspiera.

Masz określone oczekiwania wobec tego, co ma się wydarzyć w Lubostroniu?
Jest oczywiście pewien szkic zaplanowanych działań, otwarcie, zakończenie, ale tak naprawdę co się wydarzy, jak to wszystko ze sobą zadziała, to się dopiero okaże, każde spotkanie jest przecież w pewnym stopniu nieprzewidywalne. Nie ukrywam, że mnie właśnie interesuje to coś, co się zadzieje, ta niewiadoma. Daję ku temu przestrzeń i możliwości. Lubostroń to miejsce absolutnie magiczne, które zupełnie nie jest przypadkowe w tych działaniach, ono jest integralną częścią Oka. Jest to idealne miejsce do takiego spotkania.

Zaproszenie ludzi z zewnątrz zapewni ciekawą interakcję i wymianę myśli.
Właśnie o to mi chodziło przede wszystkim. By doszło do spotkania, które nie jest od początku do końca zaaranżowane, którego dynamika i charakter będą zależały od ludzi, którzy się spotkają. Będziemy odizolowani od świata, na chwilę uciekniemy od codzienności i zamkniemy się w pałacowych wnętrzach i parku – zupełnie jak we śnie. Jestem naprawdę bardzo ciekawa, co z tego wszystkiego wyniknie, czy pojawi się to nieokreślone coś, na które czekam, ale sama nie potrafię jeszcze sprecyzować co to jest...

W Lubostroniu jesteś bardzo zadomowiona, Fundacja i Czarny Karzeł też czują się tu doskonale...
Oczywiście! Czujemy się tu doskonale. Od kilku lat działamy w Pałacu i bardzo jesteśmy do niego przywiązani. To bardzo przyjazne artystom miejsce. Świetnie się tu pracuje i odpoczywa od zgiełku świata. Sama dobrze o tym wiesz, uczestniczyłaś tu w kilku projektach, bo też przecież jesteś Czarnym Karłem. Skorzystamy z okazji i podczas Oka zaprezentujemy część dorobku Czarnego Karła, która powstawała właśnie w Lubostroniu. Będzie to wystawa Anima Animals, pokażemy film Mała Syrenka, nad którym pracujemy w różnych składach od dwóch lat. Projekcja filmu będzie miała charakter bardziej kolaudacji niż premiery. Zaprezentujemy, na jakim etapie pracy jesteśmy, wszyscy, którzy brali udział w jego tworzeniu będą mogli się wypowiedzieć. Natomiast Bogdan Dziworski pokaże fragmenty (będzie to wersja robocza) filmu Plus minus, przy którym pracowaliśmy w ubiegłym roku.

Wracając do marzeń sennych, jak dużą wagę przywiązujesz do nich na co dzień? Analizujesz każdy sen i zastanawiasz się jaki ma on przekaz?
Bardzo lubię swoje sny. Dużo śnię, zapamiętuję te obrazy dość dokładnie i czasami wykorzystuję w swoich projektach. Ostatnio śniło mi się, że w Lubostroniu zorganizowałam imprezę, która zdenerwowała kobietę z portretu, która wyszła z ram i goniła nas po korytarzu… ale to tylko sen.

To, co robisz daje ludziom możliwość ucieczki od życia codziennego. Wszystkim, którzy biorą udział w Twoich działaniach dajesz możliwość rozwinięcia skrzydeł, zabawy fantazją, może nawet powrotu do dzieciństwa, dobrej zabawy i przede wszystkim radości z robienia czegoś razem.
To co robię przede wszystkim sprawia mi dużo radości, ja się świetnie bawię przy wszystkich projektach, choć czasem kosztują mnie mnóstwo nerwów, stresów i bywam okrutnie zmęczona. Na szczęście działamy wspólnie, jesteśmy zgraną grupą. To ogromna frajda widzieć, że coś staje się ważne dla tylu osób, że każdy wkłada tyle serca i pracy, wolnego czasu w to, co robimy. To jest największa wartość tych działań, że nagle stają się one ważne dla innych, że każdy odnajduje w tym swój mały kosmos i sens. Dlatego właśnie to wszystko się udaje.

Działy:
Monika Grabarek

Monika Grabarek

Pedagog, dziennikarka radiowa (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start