„Zdzisław Polsakiewicz (1928-1974) – Między uderzeniem serca a mową serdeczną”

Wystawy | 
18:00, czwartek, 08 maja 2014
Zdzisław Polsakiewicz Zdzisław Polsakiewicz Fot. Zbigniew Lubaczewski

„Zdzisław Polsakiewicz (1928-1974) – Między uderzeniem serca a mową serdeczną”

Spotkanie wspomnieniowe w 40. rocznicę śmierci poety z udziałem: siostry artysty Weroniki Adamczewskiej, siostrzenic Marzeny Augustyniak i Julity Grzenkowicz oraz Krzysztofa Derdowskiego, Jana Kaji, Zdzisława Prussa, Jerzego Puciaty, Marka Kazimierza Siwca, Jacka Solińskiego i Wiesława Trzeciakowskiego.

Wiersze poety przypomni Mieczysław Franaszek


.
„Portret poety z czasów młodości – z albumu siostry Weroniki”

Otwarcie wystawy fotografii.

Zdzisław Polsakiewicz, ur. 1928 r. w Bydgoszczy, zm. w 1974 w Bydgoszczy. Uczestnik Powstania Warszawskiego. W latach 1947-1950 studiował w Akademii Nauk Politycznych, próbując jednocześnie swych sił w dziennikarstwie. Jako poeta zadebiutował w 1951. Pracował w dziale kulturalnym „Gazety Pomorskiej” i dwutygodniku „Fakty i Myśli”, którego był współzałożycielem. Oprócz działalności poetyckiej uprawiał krytykę literacką i plastyczną. Publikował w prasie bydgoskiej i ogólnopolskich pismach literackich recenzje poetyckie i plastyczne, felietony i reportaże o tematyce kulturalnej, wywiady z ludźmi sztuki, szkice literackie o wybitnych twórcach współczesnych, m.in. o Julianie Przybosiu i Zbigniewie Bieńkowskim. Wydał dwa zbiory wierszy: Milczenie i czas (1966) i Na pamięć (1969). W 2009 r. ukazał się tomik Wszystkojedno.


 

Spotkania z poetą

Na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku działał w Bydgoszczy klub „Kierunki”. Siedziba jego mieściła się „wysoko”, bo na drugim piętrze starej kamienicy przy Placu Teatralnym nazywanym wtedy Placem Zjednoczenia. Miejsce ciekawe, ponieważ można tam było spotkać różnych twórców: tych z dorobkiem artystycznym a także takich, którzy tylko wiele opowiadali o sobie i swojej twórczości. Gośćmi klubu byli między innymi: Andrzej Budziak, Joanna Witt-Jonscher, Lech Skarżyński, Zenon Kubiak, Leon Romanow, Jan Piechocki, Ewa Studencka-Kłosowicz, Waldemar Byrger i Zdzisław Polsakiewicz. W obecności skromnego audytorium odbywały się spotkania autorskie, wystawy i długie dyskusje. Alkoholowy poczęstunek gwarantował obecność stałych bywalców.

Pojawiliśmy się tam, wspólnie z Janem Kają, wprowadzeni przez mojego, o siedem lat starszego, brata Krzysztofa. Sytuacja była o tyle osobliwa, że mieliśmy po piętnaście lat, na tyle też wyglądaliśmy. Jednak nie stanowiło to przeszkody. Zostaliśmy przyjęci do szczególnego grona, a że zwykliśmy dużo mówić i wywoływać spory z pewnością stanowiliśmy nie lada atrakcję. W takich okolicznościach poznaliśmy Zdzisława Polsakiewicza, który szybko stał się naszym towarzyskim protektorem. Z zainteresowaniem oglądał obrazy i grafiki, które tam eksponowaliśmy. Zwracał się do nas i przemawiał jak do rówieśników. Był o trzydzieści lat starszy, ale nigdy nie dał odczuć różnicy wieku. Czuliśmy się wyróżnieni osobliwym partnerstwem, on zaś stał się dla nas kimś szczególnym. I tak już zostało. Trudno dziś wyjaśnić na czym ten niezwykły związek polegał, ale z pewnością była to zażyłość zbudowana na wzajemnym szacunku. Być może poeta odnalazł w nas swoją młodość, a my poczuliśmy powiew poetyckiej wolności, owo wytęsknione artystyczne tchnienie. Jestem przekonany, że dobrze się czuł w naszym towarzystwie, a czas spotkań płynął jakby poza doraźnymi uwarunkowaniami i dzielącymi nas latami. Ten wyjątkowy kontakt trwał niestety krótko. Poeta po niespełna dwóch latach naszej znajomości zmarł.

Nie spodziewałem się, że jeszcze kiedyś będzie mi dane ponownie poznać Zdzisława Polsakiewicza. W 1978 roku Wydawnictwo Morskie opublikowało zbiór skromnego dorobku poety. Ten drugi kontakt okazał się równie ważny, bo uświadomił mi wartość poetyckiego przeżycia, dając impuls do kolejnych spotkań, tym razem w Galerii Autorskiej. Pamięć, poczucie wdzięczności i daty działają mobilizująco. I tak rozpoczął się drugi, kolejny etap naszego spotkania z poetą. Wspólnie z zaproszonymi aktorami przywołaliśmy poetycki wizerunek naszego protektora sprzed lat. W 1987 roku wiersze przypomniał przyjaciel poety, Hieronim Konieczka, w 2004 roku Alicja Mozga, a w 2009 roku Aneta Ingielewicz-Solińska. Każdy z tych wieczorów był zupełnie inny, nowy, a siła oryginalnej poezji Zdzisława Polsakiewicza, zadziwiająco świeżej, zawsze poruszała, inspirując w wieloraki sposób. Spotkania z poetą po latach uzmysłowiły mi, że nasza zażyłość ocalała i nadal trwa.

Kolejne wydarzenie poetyckie, które zorganizowaliśmy z okazji 40. rocznicy śmierci poety dowodzi ciągłości naszej przyjaźni, a nowe interpretacje wierszy przygotowane przez Mieczysława Franaszka pozwalają zapewne „wejrzeć” w tę twórczość znów inaczej.

Jacek Soliński

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start