Koniec wielkiej szarej ściany

Ludzie związani z Mózgiem dzielą się na tych, którzy pamiętaj widok na park zaraz po wyjściu z klubu i na tych, dla których ów widok to prehistoria… Oni pamiętają już raczej tylko wielką ścianę Drukarni. Ci pierwsi to z całą pewnością Dorota Podlaska i Marcin Płocharczyk, do tych drugich z racji wieku zalicza się Marcin Zdrojewski... A jednak właśnie ta ściana ich połączyła we wspólnym działaniu. Oto rozmowa o tym, jak wielka szarość zamieniła się w dzieło sztuki.

Jesteś autorką projektu, który został zrealizowany na tej wielkiej, szarej ścianie przed Mózgiem, opowiedz proszę jak to się stało, że Ty – artystka znana z małych form podjęłaś się stworzenia tak wielkiego obrazu...
Dorota Podlaska: Rzeczywiście, ja maluję bardzo małe obrazki. To jest mój pierwszy mural. Powstał on dzięki uporowi Sławka Janickiego. Od dawna chciał, żebym coś namalowała w klubie, spodobały mu się moje obrazki, które wystawiałam kilka lat temu tu w Bydgoszczy w Muzeum Wyczółkowskiego i teraz nadarzyła się okazja, bym coś zrealizowała. Okazało się, że to będzie naprawdę coś... zaproponował mi zrobienie muralu. Na samym początku umówiliśmy się, że będzie to motyw związany z Bydgoszczą.

To teraz słów kilka o procesie twórczym. Wspomniałaś o motywach z naszego miasta, ale nie są one takie oczywiste i jednoznaczne…
Dorota Podlaska: Mnie najbardziej interesują ludzie i ich codzienne sprawy. Zwykłe życie. Zastanawiałam się co jest charakterystyczne i co łączy każdego człowieka. Mózg w pewnym sensie też jest miejscem łączącym ludzi, tutaj możemy przyjść, spotkać się, pogadać. Sławek Janicki rzucił taki pomysł, żeby to była praca o tym, że się spotykamy razem. Wtedy pomyślałam, że taką czynnością oprócz jedzenia, spania, picia, przemieszczania się, która nas łączy jest czekanie. Wszyscy na coś czekamy, całe życie. Na następny dzień, na wypłatę, na tramwaj, na kogoś, na lepsze jutro. Dlatego wymyśliłam sobie taką sytuację, ludzi czekających na tramwaj, ale nie chciałam tego przystanku namalować w sposób dosłowny. Wdaje mi się, że w malarstwie bardzo ważny jest pewien skrót, jakaś synteza, po to, by unikając zbędnych szczegółów, nie narzucać innym swojej interpretacji. Ktoś, kto widzi taki obraz może sobie sam w głowie ułożyć własną historię o obrazie.

Jestem bardzo ciekawa, czy w fazie projektowej dużo myślałaś o skali, w jakiej ta praca będzie zrealizowana. Bałaś się efektu końcowego? Co się stanie jeśli to nie zagra na takim wielkim formacie? Nie przerażała Cię ta ściana?
Dorota Podlaska: Nie, absolutnie mnie nie przerażała. Bardzo często przygotowując swoje wystawy przystosowuję swoje prace do miejsca, w którym będą pokazywane, przestrzeń jest dla mnie bardzo ważna. Od razu wiedziałam, że przy tak wielkiej ścianie, nie można brać pod uwagę małego wycinka, obrazka. Musiałam przemyśleć jak zagospodarować tę przestrzeń, żeby działała, a jednocześnie nie zamalowywać jej w całości, dać jej oddech.

Gotowy projekt realizowany był już przez kogoś innego – młodego człowieka, specjalistę od murali. Nie był to dla Ciebie problem, że to, co stworzyłaś będzie realizowane przez kogoś innego?
Dorota Podlaska: Nie miałam z tym najmniejszego problemu. Praca nad tym muralem trwała bardzo długo, powstało dużo projektów, odbyło się mnóstwo dyskusji. Miałam świetnego partnera – Marcina Płocharczyka, który bardzo mi pomagał, doradzał, służył swoim ogromnym doświadczeniem. Gdyby nie jego pomoc ten mural nigdy by nie powstał. Bardzo cenna była jego wiedza o stronie technicznej powstawania takich wielkoformatowych obrazów. Zależało mi, aby ten mural nie stracił swojego malarskiego charakteru i dzięki radom Marcina udało się. Z kolei Marcina Zdrojewskiego, realizatora projektu, nie znałam wcześniej, ale bardzo zaimponował mi podejściem do pracy i warsztatem, jaki sobie przygotował. Zawsze pracuję sama, nigdy w zespole i teraz okazało się, że można, że jest to bardzo ciekawe doświadczenie.


Czuwałeś nad powstawaniem tego dzieła, czy ta praca różniła się od dotychczasowych ścian, które realizowałeś?
Marcin Płocharczyk: Różna była sama forma i artystka. Dorota nigdy wcześniej nie realizowała muralu, nie jest ze środowiska muralistów, z którymi się znam i współpracuję od wielu lat. I już to było dla mnie wyzwaniem. Właściciel klubu Mózg wielokrotnie zwracał się do mnie z prośbą o pomalowanie tej ściany, przedstawiał różne projekty, ale wszystkie odrzucałem, ponieważ według mnie nie pasowały do przestrzeni, były przekombinowane i nieciekawe dla odbiorcy. To trudna ściana, nie ma odejścia i wymaga czegoś naprawdę specjalnego. Dorota, jako jedyna artystka przygotowała projekt, który spełniał wszystkie warunki tej realizacji, pasował do otoczenia i był możliwy do obejrzenia prze widza i pozostawiał oddech. To daje otwartą drogę pomysłowi; być może to, co powstało, to część większej całości, która być może powstanie. Dorota wyraziła na to zgodę, wymyśliliśmy sobie, żeby do Mózgu wchodziło się przez obraz Doroty Podlaskiej. Uczestnik jakiegokolwiek wydarzenia w klubie będzie przechodził przez obraz zanurzając się w nim. Taki pomysł noszę w sobie od dawna i myślę, że właśnie z Dorotą uda się to zrealizować, ponieważ estetyka jej malarstwa jest inna niż klasyczny street art, ale doskonale wpisuje się w przestrzeń publiczną, jednocześnie jest to bardzo bliskie społeczności mózgowej.


Kiedy narodził się pomysł zrobienia czegoś sensownego z tą wielka szarą ścianą?
Sławek Janicki: Pierwsze pomysły powstały dawno, ta ściana inspirowała ludzi od wielu lat, ale poprzednia dyrekcja Drukarni nie chciała jej udostępnić. To duża korporacja i wymagane było strasznie wiele pozwoleń, więc na długo zostawiłem ten pomysł. Potem pojawiła się koncepcja Eli Jabłońskiej żeby pojawiła się jakaś konstrukcja pomiędzy tymi ścianami i ja, nie wierząc w jakiekolwiek powodzenie, zapytałem w Drukarni, czy możemy wbić dwadzieścia haków i oni powiedzieli, że tak. W czerwcu zjawiła się korporacja alkoholowa z propozycją, że w ośmiu klubach maja powstać murale robione przez lokalnych artystów i że ma to być duża akcja. Wtedy właśnie znowu pomyślałem o tej ścianie i o Dorocie. Tak naprawdę niewiele murali mi się podoba, one po pewnym czasie bardzo szybko się nudzą. Nie przypuszczałem, że współpraca z korporacją będzie taka trudna na poziomie decyzyjnym, że tam pracuje taki ogrom ludzi i każdy decyduje o czymś innym. Dorota też była umęczona ciągłymi zmianami w projekcie, no ale w końcowym efekcie powstała ta makatka, która jest wewnątrz klubu. W tym momencie nie mogłem już odpuścić tej ściany i chciałem, żeby zrobiła ja Dorota. Marcinowi Płocharczykowi też podobał się ten pomysł. Oczywiście potrzebne były na to pieniądze, okazało się, że małe granty są na to jednak trochę za małe i wtedy pojawiła się idea z Biura Promocji i tak mogliśmy zrealizować ten projekt.

Wiem od Marcina Płocharczyka, że być może to dopiero początek większej całości.
Sławek Janicki: No tak, jest plan, żeby to pociągnąć dalej, by zagospodarować betonową podłogę prowadzącą do klubu. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. W ogóle chciałbym bardzo, aby to podwórko miało artystyczny charakter i by stało się po prostu fajną przestrzenią wystawienniczą, by latem można było tu spędzać czas.


Marcin Zdrojewski realizator projektu artystki, jest bohaterem osobnego wywiadu, nowego cyklu poświęconego młodym bydgoskim twórcom i w tejże rozmowie opowiada o swojej pracy przy muralu. Zapraszam serdecznie do poznania bliżej początkującego artysty.

Działy:
Monika Grabarek

Monika Grabarek

Pedagog, dziennikarka radiowa (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start