Miks klasyki i jazzu z odrobiną szaleństwa

Małgorzata Maniszewska Małgorzata Maniszewska

Nie ma chyba wątpliwości o czym pisać zapraszając Bydgoszczan na wrześniowe koncerty. Wrzesień to od ponad pół wieku Bydgoski Festiwal Muzyczny, który użycza niektórych koncertów Toruniowi i innym miastom regionu. Od wielu lat marzy mi się, by ten nasz festiwal znalazł formułę wyróżniającą go pośród licznych krajowych imprez tego typu. Na przykład każdego roku jeden temat i zaproszenie do współpracy opery, teatru, któregoś kina, muzeum, a nawet księgarń. Ożyłoby dzięki temu miasto, a i zainteresowanie poza regionem byłoby większe. Ot, jednego roku, rycerz z La Manchy (W muzyce to nie tylko Richard Strauss, Georg Philipp Telemann, Jules Massenet, Leon Minkus, ale i Mitchell Leigh, Moniuszko, czy Noskowski; by nie wspomnieć o twórcach wszystkich innych sztuk pięknych, które ta postać wymyślona przez Cervantesa zainspirowała, łącznie z reżyserami filmowymi, choćby Pabstem, albo Kozincewem). Tematy można by nie tylko wytrząsać z rękawa, ale i wybierać w ten sposób, by mieściły się w – zawsze dla przedsięwzięć kulturalnych za małym – budżecie... Tak przy okazji jeszcze mała sesja popularnonaukowa dla zainteresowanych… Marzenie jest zapewne i ze względów finansowych i organizacyjnych bardzo trudne, ale przecież nie tak znowu nierealne… Może kiedyś ktoś je zrealizuje…

Nim przejdę do festiwalu, przypomnę, że przed nim, w sobotę, odbędzie się jeden koncert w plenerze, w amfiteatrze Opery Nova, na którym zabrzmi Muzyka na wodzie i Muzyka Królewskich Ogni Sztucznych Händla, w wykonaniu Capelli Bydgostiensis pod kierunkiem José Maria Florêncio, a trzy dni wcześniej w Filharmonii ten sam zespół, pod dyrekcją Mariusza Smolija zagra cztery utwory Grażyny Bacewicz: Symfonię na orkiestrę smyczkową, Divertimento na orkiestrę smyczkową, Koncert na orkiestrę smyczkową i wersję na smyczkową orkiestrę jej Kwintetu fortepianowego. A że całość ma zostać utrwalona na płycie dla popularnej wytwórni Naxos, będzie można później, już słuchając płyty, występ i naszą na nim obecność powspominać.

W tym roku festiwal ma temat, choć stricte muzyczny, ujęty w tytule: Klasyka i jazz. Rok jubileuszów: Lutosławskiego, Góreckiego, Pendereckiego. Choć realizacja takiego założenia wydaje się dość karkołomna to – sądząc po zapowiedziach – dojdzie do skutku. Rzeczywiście, typowych, „klasycznych” koncertów z tzw. „muzyką poważną” jest niewiele. Sporo za to eksperymentów, które powinny przyciągnąć do filharmonii miłośników jazzu i nietypowych wykonań. Tłumy zapewnią gwiazdy – Adam Makowicz (14.09, a w programie nie tylko Gershwin, ale Lutosławski i Penderecki) i Nigel Kennedy (29.09 tu Jan Sebastian Bach do przerwy, a w drugiej części nowe aranżacje muzyki jazzmana z pierwszej połowy minionego wieku, Fatsa Wallera, a prócz znanego skrzypka zagrają jeszcze gitarzysta, kontrabasista i perkusista). Co cieszy, w tym roku wszyscy wygłodniali muzyki współczesnej, po postnym w tej materii sezonie, będą mieli we wrześniu prawdziwą ucztę, bowiem zarówno nieżyjący jubilaci, jak i wciąż aktywny, właśnie piszący nową operę Krzysztof Penderecki, to twórcy bardzo różni jeśli chodzi o stylistykę i odmienne działający na naszą wrażliwość. „Klasyczne” koncerty symfoniczne będą właściwie tylko trzy: inauguracyjny, z Pasją według św. Łukasza Pendereckiego; piątkowy z Ravelem, Rachmaninowem i Koncertem fortepianowym Lutosławskiego; oraz występ w kolejny piątek (27.09) z Małą suitą i Łańcuchem II Lutosławskiego, a także Dworzakiem. Na koncert inauguracyjny nie trzeba właściwie nikogo zapraszać. Dzieło jest chyba najsłynniejszym utworem Pendereckiego o którym mówił: „Zamierzeniem moim było odejście od relacji statycznej, od opowiadania wydarzeń ewangelicznych. Pasja w zamyśle jest dynamicznym, a niekiedy nawet drapieżnym przeżyciem”. Utwór łączy awangardowy styl z tradycją, za pulpitem dyrygenckim stanie dobrze znany naszym melomanom Antoni Wit, recytatorem będzie Daniel Olbrychski, do tego znakomici soliści oraz Chór Filharmonii Narodowej z Warszawy i Warszawski Chór Chłopięcy. Sala będzie z pewnością pełna. Pierwszy piątkowy, a drugi „klasyczny” koncert, poprowadzi Marek Pijarowski, na fortepianie grać będzie Paweł Kowalski, zaś w pierwszej jego części zabrzmi Koncert fortepianowy Witolda Lutosławskiego. O zadedykowanym Krystianowi Zimermanowi utworze kompozytor pisał jako o kolejnym swym podejściu do pianistyki, ale też bardzo świadomym nawiązaniu do tradycji. Mówił „Chciałem nawiązać w Koncercie fortepianowym do Chopina, Liszta i Brahmsa. Myślę, że warto podtrzymywać kontakt z takimi wielkimi duchami przeszłości. To pomaga wznieść się w jakieś lepsze sfery…”. Nigdy nie traktował tego dzieła jako utworu programowego, czy – uchowaj Boże – politycznego. Jednak gdy niedawno Zimerman zadeklarował, że wykona go podczas najbliższej Warszawskiej Jesieni, mówił o utworze tak: „Tekst jest ten sam, muzyka ta sama, a ja widzę tyle detali, których wtedy nie zauważyłem. Może dlatego, że człowiek był w środku tego wszystkiego. Mówi się zawsze, że muzyka jest odzwierciedleniem duszy – rzeczywiście tak jest. Teraz słyszy się te wszystkie napięcia lat osiemdziesiątych; stan wojenny, to wszystko, co się działo później, upadek, praktyczne rozłożenie się naszego państwa aż do roku 1988 roku i całkowitej zmiany systemu w roku 1989. Koncert jest odzwierciedleniem tego całego okresu. Jest niesamowicie dramatyczny, niesamowicie smutny, pełen niewiarygodnej energii. Coś, czego wcześniej nie czułem tak wyraźnie”. Czy jest to „kwestia czysto muzyczna” jak mówił kompozytor, który cyzelował kompozycje niczym matematyczne równania, czy też polityczne emocje wdarły się między nuty, jak mówił jego pierwszy wykonawca, warto chyba sprawdzić samemu, tym bardziej, że narracja muzyczna wciąga jak świetna powieść…

I wreszcie trzeci „klasyczny” koncert. Jego dyrygent, Japończyk Takao Ukigaya, jest dobrze znany bydgoskim melomanom. Prowadził naszą orkiestrę przez kilka lat, nagrywał z nią płyty, a poza wszystkim będzie to dość niezwykłe spotkanie muzyków po latach. W tym samym składzie nagrali bowiem ćwierć wieku temu płytę z Łańcuchem II, Małą suitą, Muzyką żałobną i Grami weneckimi Lutosławskiego. Krzysztof Jakowicz, muzyk o bardzo szerokim repertuarze przyjaźnił się z Lutosławskim i był odtwórcą polskich prawykonań wszystkich jego utworów skrzypcowych. Zna, a przede wszystkim rozumie partyturę Łańcucha II znakomicie. Utwór ma podtytuł Dialog na skrzypce i orkiestrę i skrzypek potrafi ten dialog podjąć i wspaniale wyeksponować. Rzecz jasna skład Orkiestry Filharmonii Pomorskiej nie może być już ten sam co ćwierć wieku temu, ale warto wspomnieć, że za tamto nagranie przyznano muzykom nagrodę francuskich krytyków muzycznych Diapason d’Or. Czy będą teraz doskonalsi? Warto sprawdzić.

Pozostałe koncerty to właściwie miks klasyki i jazzu, wyjąwszy dwa ukłony wobec programów dotychczasowych festiwali. Jednym z nich jest występ w Farze w Chełmnie (22.09), podczas którego Completorium, Salve Regina i Missa Rorate Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego zaśpiewa i zagra kilka zespołów specjalizujących się w wykonawstwie muzyki dawnej. Kolejny ukłon wobec tradycji festiwali, jak i naszej historii, to dwa koncerty związane z kulturą żydowską. Jak co roku na estradzie filharmonii zabrzmi muzyka synagogalna (23.09), a pięć dni później zespół Klezmafour, laureat dwu nagród International Jewish Music Festival 2010 w Amsterdamie, pokaże muzykę klezmerską, wzbogaconą też o inne elementy, bo jak mówi lider zespołu, Gabriel Tomczuk, ich występy to „ekstremalna klezmerka z bałkańskim szaleństwem”.

Reszta, a jest jej sporo, to miks klasycznej muzyki i jazzu w różnych proporcjach. W oryginalny sposób Kwadrofonik, zespół powstały z połączenia dwóch duetów: fortepianowego i perkusyjnego, zagra własne transkrypcje utworów Strawińskiego, Szymanowskiego, oryginalną Amerykańską fantazję Kima Helwega w hołdzie Leonardowi Bernsteinowi na dwa fortepiany i perkusję, oraz opracowanie Marty Ptaszyńskiej Wariacji na temat Paganiniego Lutosławskiego. Tu więc same przeróbki.

Tydzień później występ Polskiej Filharmonii Kameralnej Sopot pod dyrekcją Wojciecha Rajskiego zagra znane utwory Pendereckiego, Lutosławskiego i Góreckiego, ale prócz tego podczas wieczoru z triem jazzowym Jagodzińskiego – utwory z płyty Tranquillo, czyli znane kompozycje A.C. Jobima, Joe Hendersona, Duke’a Ellingtona, a także oryginalne utwory saksofonisty Wojciecha Staroniewicza. Ostatniego dnia września chór, i to nie byle jaki, bo Schola Cantorum pod kierownictwem Jana Łukaszewskiego, znów zaprezentuje klasyczne dzieła i dawny, egzotyczny folklor, czyli chóralne utwory a’cappella Krzysztofa Pendereckiego i gospel songs. Zaś jeśli chodzi o szczyptę szaleństwa to podczas festiwalu znajdzie się coś dla ucha i oka jednocześnie, czyli „Kino zremiksowane” (21.09), improwizacja obrazu i dźwięku jednocześnie. Obrazami będą miksowane na żywo klipy czerpiące ze światowej kinematografii, od filmu niemego, przez animacje i współcześniejsze man formy wizualnego przekazu. Muzyka zaś – dzieło młodych krakowskich instrumentalistów – posłuży jako narrator, przewodnik po obrazach. Królować więc będzie w pełni żywioł improwizacji, a ta, jak wiemy – najlepsza jest bardzo dobrze przygotowana. Nad tym czuwają autorzy całości, czyli Piotr Krakowski – trębacz, kompozytor i producent muzyczny, autor muzyki do filmów dokumentalnych i programów telewizyjnych, oraz Jacek Kabziński – VJ i fotograf. Tu już pojawi się nie tylko jazz, ale też muzyka elektroniczna.

Program całego festiwalu stał się więc rzadką okazją, by bydgoscy melomani mogli posłuchać na żywo przyzwoitej porcji muzyki współczesnej. Oby nie wygłodnieli w październiku i kolejnych miesiącach sezonu.

 

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start