Jeżdżą na desce. Kulturalnie

Sk8 Boat Jam na barce niedaleko Rybiego Rynku, maj 2011. Sk8 Boat Jam na barce niedaleko Rybiego Rynku, maj 2011. Fot. Łukasz Sowiński

Deskorolka tylko latem? Niekoniecznie. Obecność krytego skateparku w Myślęcinku, czynnego także zimą, i rosnąca popularność snowboardingu, to dowód na to, że Bydgoszczy nieobce jest deskowe szaleństwo.

Coraz więcej bydgoskich nastolatków chwyta za skateboard i poświęca czas i energię na ćwiczenie efektownych tricków w skateparku, na murkach, poręczach czy schodach. Co ważne, skateboarding, także ten bydgoski, to coś więcej niż sport. – Wiele osób oprócz tego, że jeździ, realizuje się poprzez robienie grafik na deskorolki, zdjęć i filmów. W skateboardingu nie ma granic. Każdy może znaleźć coś dla siebie – opowiada Marcin Myśliński ze skateshopu 4freaks, który organizuje większość imprez deskowych w Bydgoszczy. – Kultura ta łączy się z muzyką, grafiką, filmem oraz fotografią.

Hardcore punk z deską pod pachą

Duży wkład w popularyzację jazdy na deskorolce miała muzyka alternatywna. Na Zachodzie deska zapadła w pamięci dzięki teledyskom takich kapel jak Sonic Youth, Unsane, Deftones, Limp Bizkit czy OPM, które dzięki MTV mógł oglądać cały świat. Punkowcy stworzyli nawet osobny gatunek nazwany skate punkiem i inspirowany miłością do skateboardu.

Czy bydgoscy muzycy jeździli na skateboardach? – Do zjeżdżania na desce po ulicach wystarczyły takie plastikowe, które można było kupić w sklepach Centralnej Składnicy Harcerskiej. Dzięki temu trochę osób jeździło. Chłopaki ze Schizmy też próbowali – opowiada Piotr „Bolek” Boleski, dziś basista Upside Down, kiedyś zapalony skater. – Jeździliśmy na koncerty do Łodzi. Była tam duża ekipa, wiele osób robiło tricki na wysokim poziomie. W Bydgoszczy sport ten był raczej ciekawostką.

Skateboard zdążył jednak odcisnąć swoje piętno wśród bydgoskich muzyków. Jedną z kapel „skate’owych” była hardcore-punkowa formacja Po Goleniu. Grał w niej m.in. bydgoski trębacz, Wojtek Jachna oraz basista reggae’owego Dubska, Artur „Mały” Małecki. Ważną postacią w Pogoleniu był wokalista, Damian „Mrówa” Wełnowski, jeden z pionierów bydgoskiej deskorolki. – Mrówa był pasjonatem żywego, dynamicznego spędzania wolnego czasu. Tak długo nad tym pracował, że pod koniec szkoły średniej, czyli gdzieś na początku lat 90-tych, był w stanie kupić sobie zawodową deskę. Dotarła do niego aż zza oceanu. – opowiada Piotr. – Jeździliśmy razem. Szukaliśmy fragmentów chodników, gdzie był świeży asfalt i takich, gdzie było mniej więcej równo. Mieliśmy swoją miejscówkę na Wyżynach, na kładce przerzuconej przez ul. Niziny. Miejsce było oświetlone. Chodziliśmy tam wieczorami albo w środku nocy, kiedy było ciepło, i jeździliśmy do rana.

„Zajawka” skateboardem wśród bydgoskich hardcore-punkowców wygasła w połowie lat 90-tych. Wsparcie jednak pozostało. Bydgoskie kapele gitarowe chętnie grały podczas zawodów deskorolkowych. Do historii przeszły koncerty 180 stopni, Schizmy, The Cuffs czy 666 Aniołów przy okazji toruńskich imprez Mentor Skateboarding Session w Toruniu. Dziś do tej dyscypliny nawiązują młodsze kapele, takie jak Matchbox.

Młodsi wolą rap

Inaczej swoje początki wspomina młodsze pokolenie skaterów. – Kiedyś skateboarding był mocno związany z punk rockiem. Kiedy zacząłem jeździć jakieś dziesięć lat temu, to muzyką, która towarzyszyła desce, był rap. Chłopaki nosili szerokie spodnie – opowiada Marcin Myśliński.

Mimo iż punk wśród skaterów znów stał się modny, to rap nie przestał być inspiracją. Przykładem mogą być hip hopowcy związani z bydgoskim studiem nagraniowym Buy-a-Bongo, którzy pod koniec listopada ub.r. zorganizowali w Estrada Stage Bar koncert, połączony ze zbiórką pieniędzy na rzecz budowy w centrum miasta tzw. „skateplazy” – miejsca, w którym fani sportów ekstremalnych z całego miasta mogliby się spotykać i ćwiczyć.

Pokaż mi czego słuchasz, a powiem ci jak jeździsz na desce

Sport ten to nie tylko inspiracja dla muzyki i imprez. Muzyka i towarzysząca jej estetyka mają często wpływ na to, jak kto jeździ. – Można mówić o dwóch stylach. Pierwszy to styl na tak zwanego „panczura”, charakteryzujący się bardzo szybką jazdą, wysokimi skokami, robieniem tricków na dużych poręczach i dużych przeszkodach. Wszystko jest naprawdę hardcore’owe – opowiada Marcin. – Drugi styl jest bardziej „na rap”, bardziej techniczny, z dużą ilością trudnych tricków, flipów, kickflipów. Jazda jest trochę wolniejsza. W Bydgoszczy dominuje jazda bardziej „punkowa”. Nie ma to jednak ścisłego związku z tym, jakiej muzyki słucha skater. Wszystko się wymieszało, a subkultury są obecnie bardzo otwarte. W modzie, w muzyce, jak i w stylu jazdy – podkreśla Myśliński.

Deskorolka przed kamerą

Oprócz muzyki w skateboardingu, także tym nad Brdą, ważną jego częścią jest film i fotografia. Każdy, kto ma w domu kablówkę, wie co to Extreme Channel, gdzie wyświetlane są widowiskowe filmy poświęcone sportom ekstremalnym – także deskorolce i snowboardowi. W Internecie znaleźć można strony popularnych czasopism branżowych, takich jak „SkateBoarder”, czy „Thrasher Magazine”, pełne rewelacyjnych zdjęć pokazujących deskorolkowców w akcji.

Jednym z bydgoskich skaterów, który poświęcił się filmowaniu i fotografowaniu deskowych szaleństw, jest pochodzący z Fordonu Łukasz „Sowa” Sowiński. – Zacząłem jeździć jakieś 9 lat temu. Filmowanie i robienie zdjęć pojawiło się dwa lata później. Inspiracją były filmy deskowe z USA. Wtedy w Bydgoszczy nikt nie zajmował się czymś takim – podkreśla 27-latek. – Miałem szczęście, bo moja mama kupiła kamerę, którą zacząłem od niej pożyczać. Nagrywałem, potem nauczyłem się montować. Okazało się, że to, co robię, podoba się chłopakom.

Prawdziwy przełom w karierze Łukasza miał dopiero nastąpić. – Ważne było kupno obiektywu „rybie oko” (obiektyw o bardzo szerokim kącie, rzędu 180°-220° – przyp. autora). Wtedy w Polsce taki sprzęt był niedostępny, więc musiałem go sprowadzić z zagranicy – wspomina Łukasz. – Okazało się, że obiektyw dostępny był tylko w USA. Uzbierałem pieniądze, jakieś 1300 zł i zamówiłem go. Trochę się bałem, że nie dojdzie, ale na szczęście się udało. Dzięki niemu filmy były o wiele fajniejsze. Zaczęły pojawiać się w Internecie i tak to trwa do dziś.

Bydgoski skater i fotograf ma ręce pełne roboty. Jak na razie, nie ma w mieście nikogo, kto robiłby wideo deskorolkowe na takim poziomie jak on. – Trochę mnie to martwi. Przez to, że trudnię się kręceniem filmów nie tylko deskowych, to często nie mam czasu nagrywać kolegów podczas jazdy – dodaje Łukasz.

Łukasz ma na koncie wiele relacji wideo z imprez deskowych w mieście, takich jak jesienno-zimowe jamy deskorolkowe w skateparku w Myślęcinku czy letnie imprezy – Sk8 Boat Jam i 4freaks Skim Jam. Łukasz przygotowuje również pełnometrażowy film. – Materiał leży na dysku, nie jest do końca zmontowany. Ciężko mi się zebrać do tego projektu – śmieje się. – Planuję to wydać, ale już pod zupełnie inną nazwą i z nieco innym montażem. Film jest na tyle ciekawy, że warto go wypuścić.

Deskorolkowe akrobacje to jednak nie wszystko, co filmuje Łukasz. W Internecie można obejrzeć jego teledysk do utworu Dźwięki BDG z solowej płyty Oera – rapera i producenta, członka bydgoskiego zespołu B.O.K.

Zima zła. Nie dla fanów deski

Mimo że zimowe miesiące trochę przystopowały działania bydgoskich skaterów, to ci, którym nie przeszkadzają niskie temperatury, cały czas trenują w skateparku. Niedawno ruszył stok narciarski, gdzie coraz więcej miejsca przeznaczonego jest dla snowboardzistów. – Zbieramy fundusze na jego rozbudowę. Stok w tym roku jest szerszy, dzięki czemu snowboardziści dostali dodatkowe 10 metrów. Są też przeszkody, takie jak hopki z ziemi, czy rurki – opowiada Marcin z 4freaks.

Zanim przyjdzie wiosna (a na to musimy jeszcze niestety poczekać), warto się tam wybrać, by pooglądać efektowne akrobacje bydgoskich snowboardzistów. Jednak kiedy zniknie śnieg i zrobi się cieplej, na pewno na placach w centrum miasta, na betonowych parkingach obok hipermarketów oraz na schodach i murkach znów zobaczymy skaterów „duszących” efektowne tricki.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start