Po roku. Co z kulturą?

Po roku. Co z kulturą? Fot. Kuba Ignasiak

Rocznica Bydgoskiego Kongresu Kultury jest równie dobrym czasem podsumowania dotychczasowych działań jak każdy inny termin. Zwyczajowo jednak jest to termin idealny, a skoro tak, przypomnijmy sobie tamten czas.

Kongres odbył się w dniach 28-30 września; podczas trzech dni w Bydgoszczy odbyło się kilka sesji wykładowych, kilkadziesiąt spotkań roboczych w tzw. stolikach, kilkadziesiąt wydarzeń artystycznych. Nawet jeżeli sam kongres mógłby ktoś uznać za wydarzenie nieistotne, jego organizacja (koordynacja wszystkich wydarzeń, logistyka całego przedsięwzięcia – nazwy te brzmią abstrakcyjnie, ale trzeba sobie uświadomić, że za każdym wydarzeniem stała praca wielu osób, ich zaangażowanie, ich poświęcenie) była sukcesem. 

Kongres miał (według mnie, zaznaczam) dwa główne cele, oba ściśle promocyjne. Po pierwsze więc, jako pionierskie zdarzenie tego typu w kraju miał zwrócić uwagę na bydgoską kulturę – miał pokazać Polsce miasto z potencjałem kulturowym. Był pokazem siły bydgoskiej kultury w tym choćby znaczeniu, że był pokazem jej samoświadomości (tj. dumy z własnych osiągnięć, dumy z własnego miejsca, które ten potencjał potrafi generować, a także świadomości własnych zapóźnień, wad, problemów – świadomości pozbawionej wstydu i kompleksów).

Po drugie, kongres miał pokazać Bydgoszcz miastem obywatelskim (tj. miastem, w którym obywatele chcą decydować, chcą się liczyć, chcą być dostrzegani w perspektywie podejmowania decyzji). To działanie promocyjne skierowane ku bydgoskim decydentom. Kongres miał im udowodnić, że bydgoscy twórcy są istotnym elementem lokalnego życia społecznego; kongres przygotowali bowiem bydgoszczanie, a nie – jak to często słyszałem – urzędnicy. Urzędnicy powinni o tej energii decydujących o sobie i swoim miejscu na ziemi obywateli pamiętać, nie powinni przy podejmowaniu decyzji tracić z oczu mieszkańców tej idei zwanej kulturą, bo ci udowodnili, że mają potencjał i wolę.

Te dwa cele zostały spełnione. W Polsce bydgoska inicjatywa była przyjęta z podziwem i wiele z późniejszych ruchów kultury przejmowało tutejsze rozwiązania. Także władze Bydgoszczy doceniły potencjał tutejszej kultury (co widać po wprowadzonych systemach grantowych, wzmożonych konsultacjach, większych środkach na otwarty konkurs ofert, nowych regulaminach, zapewnieniach zawartych w Pakcie dla kultury).

Czy oznacza to, że cały ten ruch należy uznać za zakończony? Przeciwnie. Uważam, że to początek walki bydgoskich twórców (i Bydgoszczy) o swoją pozycję, a co za tym idzie: o jakość swojej pracy z jednej strony i warunki tejże pracy z drugiej. Po roku widać, że ten zryw (myślę o tym długotrwałym czy może wieloetapowym zrywie ruchu kultury, który rozpoczął się przy ESK, rozwinął się poprzez cykl debat, a szczyt osiągnął podczas kongresu) powoli traci energię, co jest nawet zrozumiałe. Będzie jednak okazja, by, po pierwsze, odzyskał jej część i, po drugie, odzyskał obywatelski charakter. Niedługo ruszyć mają konsultacje Masterplanu. Tym będzie on lepszy, im więcej osób weźmie w nich aktywny udział. Im więcej osób weźmie w nich udział, tym będzie on bardziej obywatelski, a mniej urzędniczy (bo urzędnicy będą go zmieniać na pewno – jednak tym skromniej i ostrożniej będą w niego ingerować, im większa liczba ludzi będzie go współtworzyć, słowem: im silniejszą obywatelską legitymację będzie on posiadać).

Jedno wołanie pozostaje niezmienne – to wołanie o zaangażowanie w życie wspólnoty. Zaangażowanie i stan wspólnoty były tymi elementami, na które często wszyscy narzekali. O tyle narzekanie to jest bezproduktywne, że moc zmiany leży po stronie narzekających. Angażujmy się w życie wspólnoty dla jej, czyli własnego, dobra.

Działy:
Michał Tabaczyński

Michał Tabaczyński

Redaktor naczelny BIK.

Polonista, dziennikarz, slawista, autor kilku książek (Parada równości, Koniec zabawy w pokolenie) i współautor kilku innych (Tekstylia bis, Kultura niezależna w Polsce 1989-2009).

Więcej z tym numerze: « Artystyczna partyzantka

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start